Nitras_1.png

"Mamy do czynienia z aferą, która bez wątpienia dotyczy PiS-u i PiS chce ją wyjaśniać. Dla mnie to wygląda niepoważnie, że premier dużego państwa wychodzi i mówi: +To nie ja, to kolega - mimo że ja podpisałem+. Jak możemy komuś takiemu wierzyć?" - mówił poseł Sławomir Nitras w rozmowie z Robertem Mazurkiem na antenie radia "RMF FM".

Robert Mazurek: Rozumiem, że wolałby pan być przedstawiany jako prezydent Szczecina?

Sławomir Nitras: Tak, ale decyzja wyborców była inna.

282 głosy - tak niewiele zabrakło, żeby znalazł się pan w II turze.

Myśmy, jako Platforma, swoje cele w tych wyborach zrealizowali. My wiedzieliśmy, że będzie nam bardzo trudno wygrać z Piotrem Krzystkiem, natomiast naszym celem było wygrać to wyraźnie z PiS-em, naszym celem było doprowadzić do zerwania koalicji Piotra Krzystka z PiS-em i wydaje się, że ten cel uda się zrealizować. Oczywiście, (celem- red.) było też utrzymanie sejmiku. I ten cel też chyba uda nam się utrzymać.

Czyli pan wcale nie chciał zostać prezydentem Szczecina?

Ja bardzo chciałem zostać. To nie jest tak. Natomiast mieliśmy świadomość, że to jest trudne zadanie.  

To dlaczego w Szczecinie się nie udało? W Kielcach wieloletni prezydent przegrał, wygrał wasz kandydat.

Bardzo wielu mieszkańców Szczecina kojarzy Piotra Krzystka do dzisiaj z Platformą Obywatelską, mimo że nasze drogi wiele lat temu się rozeszły. Tak go wielu mieszkańców kojarzy. My też w II turze zdecydowaliśmy się poprzeć Piotra Krzystka, stąd jego rekordowy wynik. On ma świadomość, bo rozmawialiśmy na ten temat, że ten naprawdę imponujący wynik ponad 100 000 głosów to nie są tylko jego głosy. To są głosy ludzi, którzy nie chcą PiS-u w Szczecinie, również wyborcy Koalicji Obywatelskiej, Platformy Obywatelskiej. Ja liczę na to, że on poważnie weźmie to pod uwagę i nie dopuści do tego, żeby Szczecinem dalej współrządził PiS.      

Ale czy pan naprawdę nie ma sobie nic do zarzucenie, bo przegrał pan jednak z kandydatem PiS-u i nie wszedł do II tury?

Ja nie jestem od tego, żeby siebie oceniać. Jeśli ma pan jakieś argumenty...?

Nie, pytam pana po prostu. 

Ja zbieram opinie i słucham ich bardzo uważnie. I jeżeli ktoś podejmie ze mną taką merytoryczną dyskusję, czy popełniłem błędy, czy zrobiłem coś dobrze; to ja chętnie to zrobię, sam będę ciekaw takich różnych opinii, raczej zbieram oceny pozytywne. To znaczy, że to była dobra kampania.

Wszystko się udało, tylko pacjent zmarł.

Ja żyję, jak pan widzi, a Szczecin ma się równie dobrze.

Uśmiecham się do pana, bo widzę, że zadowolenie pańskie. To takie zadowolenie: przegrałem, owszem, nie wszedłem do II tury...

Ja umiem wygrywać, ja umiem przegrywać, pogratulowałem, podziękowałem za kampanię, rozliczyłem się z tym. Jeśli ktoś chciałby ze mną o tym porozmawiać, bardzo chętnie, ale na argumenty.   

Jeśli jesteśmy jeszcze w Szczecinie, rozumiem, że ten sejmik będzie wasz?

Wiele na to wskazuje. Zachowajmy spokój. 

Olgierd Geblewicz będzie dalej...

Olgierd Geblewicz uzyskał rekordowy wynik, ma więc dodatkowe rekomendacje.  

Nie martwi pana sytuacja na Dolnym Śląsku? To jest matecznik Grzegorza Schetyny.

Wybory można wygrywać, wybory można przegrywać. Gorzej jeżeli o ostatecznym kształcie decydują jakieś przekupstwa, korzyści osobiste, jakieś niejasne uzgodnienia, jakieś - mówiąc wprost - korzyści materialne. 

Ale kto wziął korzyść materialną w sejmiku?

To niech pan poczyta dziennikarzy, którzy z Dolnego Śląska piszą.

Wie pan, że ktoś wziął łapówkę?

Ja tylko czytam gazety. Ja powiem tak. Sytuacja na Dolnym Śląsk jest oczywista. Wyborcy nie chcieli PiS-u.

Na Dolnym Śląsku akurat PiS wygrał wybory. 

Tylko proszę zapytać wyborców bezpartyjnych, na kogo głosowali. To jest przykład również Szczecina. Proszę zobaczyć, że Piotr Krzystek pod wpływem swojego wyniku w Szczecinie, też jest bezpartyjnym, on nie zawrze koalicji z PiS-em, bo wie, że jego wyborcy tego nie chcą. Panowie na Dolnym Śląsku zdecydowali się, że to jest ich ostatnia kadencja, jak rozumiem, bo tracą jakąkolwiek wiarygodność, i takie niestety się zdarzają.

Jak się idzie w koalicję z PiS-em, to się traci wiarygodność, a jak się idzie z Platformą, to się nie traci?

Jeśli wyborcy pana tego nie akceptują, to się wiarygodność traci, nie mam najmniejszych wątpliwości. Na Dolnym Śląsku tę wiarygodność stracili.

Zostawmy w takim razie Dolny Śląsk. W Warszawie, i nie tylko, wciąż mówi się o KNF-ie. Mateusz Morawiecki zabrał głos. Mówi, że to nie on, że to nie rząd, że to NBP, że to PKO BP rekomendowali dżentelmena, o którym mówiono, że ma dostać fantastyczną pensję, a w zasadzie procent od tej pensji. Proszę powiedzieć, wy chcecie jeszcze tej komisji śledczej?

Wydaje mi się, że to jest niezbędne. PiS cały czas mówił, że nie ma trójpodziału władzy, tylko że jest mono władza. Że wszystką władzę i sądowniczą, i prokuratorską, i wykonawczą skupić w jednych rękach. I dzisiaj mamy sytuację taką, że panowie z PiS-u: pan Morawiecki, pan Glapiński, pan Ziobro przerzucają się odpowiedzialnością. To nie ja, to kolega. Mimo że ja podpisywałem, a tak naprawdę to on mi rekomendował, palcem pokazują. Jakie my mamy prawo wierzyć - jako opozycja, jako wyborcy...?

Ale wy i tak im nie wierzycie.

W państwie demokratycznym opozycja nie jest po to... W Rosji, jak Putin ma problemy, to opozycyjny Żyrinowski go broni. W Europie i w cywilizowanych standardach opozycja jest po to, żeby patrzeć na ręce. Jeżeli mamy do czynienia z sytuacją taką, że to jest niewątpliwie afera PiS-u, a wyjaśniać ją będzie pan Ziobro z panem Morawieckim, to ja nie mam zaufania. Myślę, że opinia publiczna - jestem ciekaw jakichś badań, pewnie za chwilę się pojawią - wie, że tę sprawę powinien wyjaśniać ktoś inny, a nie ktoś, kto jest w to na pewno bezpośrednio zaangażowany.

Komisja śledcza - jak pan wie - powstaje w ten sposób, że i tak w tej komisji większość miałby PiS...

To prawda.

...bo takie są reguły sejmowej arytmetyki - i koniec kropka.

To prawda - ale pamięta pan, że i premier Tusk, i premier Miller mieli odwagę - jako urzędujący premierzy - stanąć przed komisją śledczą. Ja czekam na to, żeby Morawiecki, który jest znacznie bardziej zaangażowany w ten proceder, bo on tego pana (radcę prawnego Grzegorza Kowalczyka)... jak on mówi, że Glapiński mu go rekomendował czy NBP mu rekomendował - to podpis jest pana Morawieckiego, to on zgłosił tego człowieka. Dla mnie to wygląda niepoważnie, że premier dużego państwa wychodzi i mówi: "To nie ja, to kolega - mimo że ja podpisałem". (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image