siemoniak3.1.png

"Dla polityków PiS-u perspektywa powrotu Donalda Tuska jest jakaś przerażająca. Uważają, że to jest nadal polityk, który może odegrać ogromną rolę w Polsce, bo inaczej by wciąż o nim nie mówili, wciąż by się do niego nie odnosili" - mówił w "Sygnałach Dnia" Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący platformy Obywatelskiej.

Piotr Gociek: Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej, były wicepremier.  Witam serdecznie, dzień dobry.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

Kto to są, proszę powiedzieć, współcześni bolszewicy? Ma pan jakieś przemyślenia na ten temat?

Bardzo mocno nazwa zakorzeniona w historii, kojarząca się Polakom z wojną polsko–bolszewicką i generalnie z komunistycznym reżimem w Związku Sowieckim...

Ale wojna polsko–bolszewicka była sto lat temu, a ja piję do słów Donalda Tuska...

...natomiast ja rozumiem, że pan redaktor...

...o zatrzymaniu... o tym...tak...

...znaczy ja widzę, gdzie pije pan redaktor. Natomiast sam Donald Tusk odniósł się do różnych interpretacji tej swojej wypowiedzi z Łodzi, że nie miał absolutnie na myśli PiS-u. I widać nożyce się trochę odezwały przy uderzaniu w stół, natomiast...

Ale to rozumiem, że miał na myśli kogoś innego. Ja jestem bardzo ciekawy, gdzie ci współcześni bolszewicy są, no bo jak są, no to wie pan, nie wolno w Polsce propagować żadnych złych ustrojów totalitarnych, to może trzeba wysłać policję i tych bolszewików współczesnych zaaresztować po prostu.

Można mówić o pokonywaniu. Z kontekstu wcale nie wynikało, że chodzi o jakiś bieżący polski kontekst. No, złych ludzi na świecie nie brakuje, takich, którym autorytarne metody nie są obce, więc ja bym tutaj nie oddawał się jakimś za daleko idącym interpretacjom, jeśli sam autor wyraźnie napisał, że nie miał na myśli obecnie rządzących.

Że nie miał na myśli tego, co miał na myśli. Dobrze, to w takim razie nie analizujemy już tej wypowiedzi w kontekście bolszewików, ale możemy się nad nią chwilę pochylić w kontekście rychłego, jak się domyślam, powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki. Mam rację czy nie mam racji?

Donald Tusk ma swój kalendarz jako przewodniczący Rady Europejskiej, kończy kadencję w grudniu przyszłego roku i, oczywiście, powrót do polskiej polityki jak najbardziej jest oczekiwany przeze mnie na przykład czy przez wielu ludzi w demokratycznej opozycji, w Platformie, w Koalicji Obywatelskiej, bo ten kalendarz tak się układa, że Donald Tusk będzie mógł kandydować na prezydenta w 2020 rok. Ale to, oczywiście, jest jego decyzja i na razie to, że nie zaniedbuje obecności w Polsce przy tak ważnej okazji, jaką jest stulecie odzyskania niepodległości, że nie był w Paryżu z prezydentem Trumpem, Macronem, innymi przywódcami, tylko przyjechał do Łodzi i Warszawy, myślę, że jest takim ważnym gestem. Przecież to jest dla Polaków najważniejsza rocznica i on tutaj był. Więc to, że możemy mówić już o czterech latach jego kadencji, bywa w Polsce nie za często i nie za intensywnie, no, to jest dość naturalne.  Przecież wszyscy politycy europejscy funkcjonujący w różnych instytucjach też są obywatelami własnych państw i też jakoś w sferze publicznej funkcjonują. Więc ta dyskusja się toczy i toczy. Ja myślę, że sam zainteresowany, czyli przewodniczący Tusk, wypowie się pod koniec kadencji, czyli za rok, na temat swoich dalszych planów.

Ja też myślę, że swoimi publicznymi wystąpieniami, czasem bardzo oficjalnymi, czasem takimi mniej, bardzo umiejętnie podsyca ten temat, bo to nie jest przecież pierwszy moment, w którym takie rozważania się pojawiają. Niektórzy zapowiadają wprost, tak jak Jaroslaw Gowin wczoraj w Radiu Kraków: „Zrobię wszystko, wszystko co można w ramach prawa zrobić, żeby do władzy nie wrócił Donald Tusk, dlatego że ponowny rząd, recydywa rządów Donalda Tuska to będzie czas dla Polski kompletnie zmarnowany”. Tak mówi pana były kolega z rządu Jarosław Gowin, obecnie Zjednoczona Prawica.

I co tu można powiedzieć na taką wypowiedź? Był ministrem w rządzie Donalda Tuska i jakoś mu to specjalnie nie przeszkadzało. Różne rzeczy się mówi. To oznacza, też i ta wypowiedź wicepremiera Jarosława Gowina, że dla polityków PiS-u perspektywa powrotu Donalda Tuska jest jakaś przerażająca, tak? Uważają, że to jest nadal polityk, który może odegrać ogromną rolę w Polsce, bo inaczej by wciąż o nim nie mówili, wciąż by się do niego nie odnosili. A wydaje mi się, że akurat Jarosław Gowin w dość trudnej sytuacji, takiej psychologicznej, się znajduje i czasem musi to zdanie więcej powiedzieć, żeby mu nie wypominano na różnych spotkaniach PiS-u, jak rozumiem, że był ministrem w rządzie Tuska, bo to przecież musi być coś strasznego. Ja jestem dumny z tego, że byłem ministrem w dwóch rządach Tuska, a Jarosław Gowin...

I chciałby pan być ministrem w trzecim rządzie Donalda Tuska.

Nie, ja byłem najdłużej urzędującym ministrem obrony po 89 roku i naprawdę moją motywacją w polityce nie jest chęć obejmowania ponownie jakichś stanowisk. Natomiast wydaje mi się, że skoro Jarosław Gowin tak mówi, to ma jakiś z tym problem. Ja generalnie uważam, że o swoich byłych szefach się albo nie mówi w ogóle, a na pewno się nie mówi źle niezależnie od zmian barw. Co przed Jarosławem Gowinem, jeszcze nie wiemy, życie bywa zmienne i zobaczymy.

A jak traktować tę zapowiedź, że takie prawdziwe świętowanie niepodległości to będzie dopiero za rok, jak Platforma zorganizuje marsz w sto pierwszą rocznicę niepodległości? No to takie trochę chyba mało poważne, jak sądzę.

To nie chodzi o marsz, to chodziło o to, że bardzo prowizorycznie i naprędce te obchody państwowe stulecia odzyskania niepodległości były zorganizowane, no bo jeżeli teraz jakimś najważniejszym punktem odniesienia jest niedzielny marsz, to przypomnijmy, że kilka dni wcześniej prezydent zapowiedział, że nie weźmie w nim udziału, premier Morawiecki miał obawy o bezpieczeństwo rodziny i w piątek wieczorem dopiero to zostało wpisane do jakiegoś kalendarza. (...)

Cała rozmowa:  polskieradio.pl


bg Image