Budka.jpg

Nie możemy być zakładnikami sondaży. Przełomem będą wybory samorządowe, to będzie realna weryfikacja - mówił poseł Borys Budka w rozmowie z Michałem Kolanko dla "Rzeczpospolitej".

Rzeczpospolita: Jak pan diagnozuje obecną sytuację polityczną? To przełom czy znowu się wydaje, że taki jest.

Borys Budka, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej: Przełomem będą wybory samorządowe. To będzie realna weryfikacja. Z naszych informacji wynika, że w tej chwili około 70 proc. respondentów sondażowni nie chce mówić o swoich preferencjach wyborczych. Po prostu boją się odpowiadać. A to skutkuje małą wiarygodnością badań i – oczywiście – niedoszacowaniem partii opozycyjnych. Prawdziwym i w pełni wiarygodnym sondażem będzie wynik jesiennych wyborów samorządowych.

Co będzie oznaczało dla PO wygranie tych wyborów?

Rządzenie w większości sejmików. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że w niektórych regionach może to być trudne, ale wierzę, że wspólnie z koalicjantami jesteśmy w stanie utrzymać zdecydowaną większość sejmików.

Po dwóch latach rządów PiS – mimo wszystkiego, co się wokół rządu dzieje – ma 40 proc. poparcia, PO dwa razy mniej. Dlaczego przegrywacie?

W międzyczasie było kilkadziesiąt wyborów uzupełniających w gminach i kilku miejscowościach. Wszędzie tam, gdzie byli wspólni kandydaci opozycji, udało się wygrać z kandydatami PiS. Nie możemy być zakładnikami sondaży. Przypomnę, że w pierwszej kadencji niektóre sondaże dawały rządowi Donalda Tuska ponad 60-procentowe poparcie. Media donoszą, że w sondaże nie wierzy nawet Jarosław Kaczyński. A my, w Platformie, mamy w pamięci sondaże sprzed kampanii prezydenckiej.

To nie zmienia faktu, że PO walczy z percepcją, że non-stop przegrywa i nie jest efektywna jako opozycja.

Nie widzę innej metody na odwrócenie tego, niż wygranie wyborów. Polacy potrzebują impulsu. Wiary, że da się PiS odesłać w miejsce, gdzie sprawdza się najlepiej, czyli do opozycji. A to można zrobić właśnie wygrywając wybory samorządowe. To będzie przełom. Dowód, że wspólna lista PO i Nowoczesnej, poszerzona o inne opozycyjne środowiska i niezależnych samorządowców wygra z PiS. Wtedy ludzie uwierzą.

Na ile sukces utrudnią takie sytuacja jak w Gdańsku z Pawłem Adamowiczem?

By wygrać, trzeba mieć drużynę. Nikt wyborów nie wygra indywidualnościami, nawet najlepszymi. Mam nadzieję, że Paweł Adamowicz zmieni swoją decyzję i będzie chciał być częścią drużyny PO. Ale stawianie zerojedynkowe - albo start z poparciem, albo bez - pokazuje, że poczucie tej wspólnoty u niektórych zanika. Listy do sejmików, listy do rad miast - to wszystko muszą być drużyny.

Czy jeśli sukcesu nie będzie, to rozliczycie za to Schetynę?

Kadencja przewodniczącego PO jest określona w statucie, trwa cztery lata. Grzegorz Schetyna wielokrotnie podkreślał, że nie przegrał jako lider żadnych wyborów. A lidera rozlicza się właśnie z efektów. Zbudowaliśmy silny zespół, jesteśmy zdeterminowani i wygramy rywalizację wyborczą. Nie zakładam innego scenariusza.

Czy PO przez te dwa lata stała się lepsza w opozycji i czegoś się nauczyła?

Porażka nauczyła nas wiele. Posypaliśmy głowę popiołem. Ruszyliśmy w teren. Odbywamy wiele spotkań w całym kraju. Staramy się nadrobić to, co zaniedbaliśmy w czasie drugiej kadencji rządów PO-PSL. Wróciliśmy do polityki kontaktów z wyborcami.

Nie ma pan wrażenia, że badanie właśnie o wyborcach, które zrobił dr Gdula powinna zrobić PO analizując swoją porażkę w 2015, a nie on?

To są bardzo cenne badania. Ale my również cały czas udoskonalamy ofertę dla wyborców. Korzystamy z wielu badań, by budować swój program. To jest niezbędne. Polityka musi być profesjonalna.

PO przebudowała wizerunek, o którym mówili ankietowani w badaniu dr Gduli? Partii elit, skorumpowanej.

To trudne pytanie. Wybory pokażą, czy nam się udało. Ale muszę podkreślić, że ta łatka przyczepiona Platformie była absolutnie nieprawdziwa. Teraz potrzeba pracy i pokory, by ten wizerunek zmienić. To można zrobić tylko autentycznością, wiarygodnością, spotkaniami z ludźmi. Dlatego jeździmy po Polsce. Inaczej nie da się tego zrobić.

Na te spotkania nie przychodzą w większości działacze i ludzie przekonani?

Uczestnicy klubów obywatelskich to w większości sympatycy obecnej opozycji, ale nie partyjni działacze. Do tej pory zdarza nam się oberwać za to, że dopuściliśmy PiS do władzy. Ja to rozumiem, ale zawsze podkreślam, że już od dwóch i pół roku rządzi PiS. I ta narracja musi się zmieć. I powoli się zmienia. Teraz coraz więcej osób domaga się od nas skończenia z tą „podłą zmianą". Ale można to zrobić wyłącznie przez wybory.

Jak chcecie dotrzeć do tych niezmobilizowanych, niegłosujących, wreszcie tych, którzy nie sympatyzują z opozycją. 

Prostym przekazem. Że Polska może być lepsza. Nie musi być ciągle podzielona, jak chce tego PiS. Że można rozwijać kraj, nie depcząc praw obywatelskich, stawiając na przedsiębiorczość i własność prywatną. Szanując prawa mniejszości i osób słabszych. Że należy budować pozycję w Europie i świecie nie na kompleksach i zakłamywaniu historii, ale na poczuciu wspólnoty interesów i wartości. (...)

Źródło: rp.pl


bg Image