siemoniak7.png

Nie jest problemem, czy wydaje się pieniądze przelewem czy z karty płatniczej, tylko na co. Antoni Macierewicz „szastał pieniędzmi” i Mariusz Błaszczak powinien powiedzieć, na co jego poprzednik wydawał pieniądze i czy jego ludzie wciąż mają te karty - mówił w "Radiu ZET" Tomasz Siemoniak, wicepremier i minister obrony narodowej w rządzie Platformy Obywatelskiej.

Konrad Piasecki: Wiceprzewodniczący PO, były minister obrony Tomasz Siemoniak. Powiedział pan kolegom, że trochę się pospieszyli z ogłaszaniem wielkiej afery z 15 mln wydanymi przez MON Antoniego Macierewicza karami kredytowymi?

Tomasz Siemoniak: Na pewno się nie pospieszyli z pokazywaniem, jak Macierewicz szastał pieniędzmi. Nagrody przyznał już w pierwszych dniach swojego urzędowania.

W sprawie kart kredytowych i PO, i Nowoczesna ogłosiły, że skandal, że rozrzutność, że nikt tak nie wydaje jak Macierewicz, a okazało się, że Siemoniak wydawał tak samo, a może nawet jeszcze lepiej.

Mniej więcej tak samo, ten sam poziom. Mój poprzednik słuszną decyzją wprowadził taki system, że zaopatrzenie odbywa się przez karty płatnicze, tak jak w innych armiach natowskich mi znanych.

To może trzeba było zadzwonić do kolegów, powiedzieć: "Chłopaki, nie wygłupiajcie się, ja też tak wydawałem".

Ja od samego początku to mówiłem.

Czekałem na pańskiego tweeta. Przejrzałem pańskie tweety.

Może redaktor był zajęty.

Mam archiwa, wróciłem, nie widziałem takiego tweeta, który by mówił: "Ja też tak wydawałem".

Proszę zobaczyć - długi wpis na Facebooku, moje tweety, wypowiedzi telewizyjne. Nie jest problem, czy wydaje się pieniądze z zaliczki, przelewem czy z karty płatniczej, tylko na co. Na wszystko musi być faktura i to wszystko trzeba dogłębnie sprawdzić. Ja za moich czasów w ogóle nie miałem karty płatniczej czy kredytowej.

Może też niedobrze. Może tez niedobrze, że żyjemy cały czas w takim przekonaniu, że jak minister ma kartę kredytową, bo np. zaprasza jakiegoś ministra z innego kraju na obiad...

To nie jest tak, że kogoś się prywatnie zaprasza i sam minister płaci kartą. W żadnym kraju tak nie ma. Organizuje to odpowiedni departament, to jest wszystko przygotowane, zabezpieczone.

To też swoją drogą jest trochę takie Bizancjum. Dlaczego nie może być tak, że minister Siemoniak zapłaci ministra obrony Finlandii, zjedzą obiad i zapłaci za to kartą kredytową.

Rozmowy są oficjalne, wszystko uzgadniają protokoły obydwu państw, uczestniczą w nich delegacje. Tutaj nie ma miejsca na spontaniczność. W tej sprawie niech minister Błaszczak powie, na co te pieniądze były wydawane, czy Macierewicz i jego ludzie mają te karty i tyle. Ja o swoje czasy jestem spokojny.

9 mln rocznie za pańskich czasów wydawano. Myśli pan, że wszystkie wydatki dałoby się uzasadnić?

Oczywiście, że tak. To tak samo, jakby pan zapytał, czy da się uzasadnić wydatki przelewami czy z zaliczek. Jeśli delegacja była podejmowana w Polsce i podjęliśmy ją obiadem, to ministerstwo płaciło przelewem, bo miało stałą umowę z restauracją. Nie demonizujmy tych kart. To nie jest tak, że kartą płatniczą można zapłacić i się nie bierze faktury i to nie jest rozliczone w księgowości, i przełożony nie sprawdza, czy wydatek był zasadny.

To dlaczego opozycja w piątek zdemonizowała te karty i ogłosiła wielki skandal, że przez 1,5 roku MON Macierewicza wydał 15 mln kartami?

Różne były wypowiedzi polityków opozycji.

Ale widział pan demonizowanie?

Było demonizowanie w kontekście nagród, nagrody, którą sobie pani premier przyznała, czy też słynnej w pańskim studiu wypowiedzi wicepremiera Jarosława Gowina, który nie mógł dociągnąć do pierwszego.

A pan nie ma problemu z przeżyciem od pierwszego do pierwszego za pensję poselską?

Nigdy nie miałem z tym problemu.

Spojrzałem w pańskie oświadczenie majątkowe: też się nie przelewało panu, 15 tys. oszczędności, trzy kredyty, co prawda trzy mieszkania też, ale to nie jest tak, że człowiek, który przez 8 lat był ministrem, może powiedzieć: "No tak, żyje mi się całkiem nieźle w tym kraju".

Nigdy nie narzekałem i uważam, że te pensje i także ta pensja, którą miał w swoim czasie minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, nie jest niska, jest bardzo wysoka. I trzeba umieć te pieniądze tak wydawać, żeby nie narzekać.

Jest trochę kult biedniactwa polityków. Nikt nie ma odwagi powiedzieć: "Nie żyje nam się tak specjalnie dobrze".

Nie wiem, mamy premiera multimilionera.

No tak, ale zarobił to jako prezes banku.

Ale dziś jest premierem i chyba najbogatszym premierem w historii Polski.

Mówi pan to z zazdrością, przyganą?

Nie, z szacunkiem. Tyle że się dziwię, że premier Morawiecki, być może z poczucia winy, że jest multimilionerem, dezawuuje te 25 lat, które minęły, tak jakby go tu nie było, jakby się zajmował czymś innym w tym czasie.

Widać po stronie opozycji, przyzna pan, taką nadzieję, że te rządowe wydatki, premie, pensje to będzie taki wehikuł, na którym teraz opozycja trochę się utuczy i trochę wiatru w żagle dostanie sondażowego?

Bo ludzie o tym mówią: w windach, samochodach, taksówkach, pociągach. Bo nie było nagród dla premier, ministrów, nie było takiej sytuacji, żeby premier sobie sam wypłacił nagrodę, tak jak pani Beata Szydło, 65 tys. zł. I to, co się dzieje wokół tych nagród dla ministrów, wiceministrów i fakt, że ukryto te nagrody - gdyby nie interpelacja posła Brejzy, byśmy o tym nie wiedzieli. Nie było tutaj jawności, przejrzystości. Moim zdaniem to jest rujnujące dla PiS-u.

Ma pan nadzieję, że to może być moment przełamania sondażowego?

Tego nie wiem...

Bo na razie sondaże wyglądają jak czarny sen opozycji: PiS dochodzi już do 50%, a wy z dwudziestu paru nie możecie wyjść.

Jako doświadczony polityk w dojrzałym wieku wiem, że takie sprawy znacznie bardziej ludzi ruszają niż TK, bo widzą chciwą władzę i chciwej władzy nikt nie będzie akceptował.

No tak, tylko że oni też pamiętają te ośmiorniczki, te wina, tego Sowę i Przyjaciół...

Ośmiorniczki to jednak kaszka z mleczkiem w porównaniu do rozrzutności obecnej ekipy.

Ale nie ma takiego symbolu dobrego ta historia jak ośmiorniczki. Bo te ośmiorniczki jednak przeszły do legendy.

Ale ma dobre twarze: Beata Szydło, która sobie sama wypłaca nagrodę, i Jarosław Gowin, który nie mógł przeżyć do pierwszego. To jest jeszcze lepsze niż ośmiorniczki.

Patrząc na sondaże, nie macie poczucia, że coś trzeba by było z tym zrobić, że to jakoś tak idzie, jak iść nie powinno? Jakieś pomysły może się rodzą?

Do wyborów jeszcze jest trochę czasu. Jesień to wybory samorządowe...

Dlaczego zwarcie szyków z Nowoczesną nie zaowocowało wzrostami?

Nie ma takich szybkich reakcji i nie po to się to robi. Ludzie muszą zobaczyć, co to oznacza, że idziemy z Nowoczesną, muszą zobaczyć te listy, te nazwiska, pokażemy wspólny program. Nie uważam, że się pstryka i za tydzień rosną bądź spadają sondaże. Lepiej budować to poparcie krok po kroku, procent po procencie i wygrać w wyborach niż teraz jakieś fajerwerki odpalać.

Kto miał więcej historycznego wyczucia: obóz PO, zapraszając gen. Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, czy obóz PiS-u, robiąc z niego szeregowca za chwilę?

Zaprosił go na to posiedzenie prezydent Komorowski...

Wywodzący się z PO.

...w sytuacji bardzo szczególnej, więc tutaj w takich kategoriach to należy oceniać.

Ale dzisiaj pan powie "błąd" o tamtym zaproszeniu?

Myślę, że trzeba się dwa razy nad pewnymi rzeczami zastanowić, jak one będą odbierane. Ja pamiętam ten kontekst. Prezydent Komorowski chciał wysłuchać wszystkich, co mają coś do powiedzenia. I być może formuła RBN-u była tutaj niedobra. (...)

Źródło:  radiozet.pl


bg Image