leszczyna.png

"Tuż po Nowym Roku premier Morawiecki dostał od grupy ekonomistów list otwarty z apelem o wznowienie przygotowań Polski do wejścia do strefy euro. W pierwszej chwili wydawało się, że to właściwe dla części świata nauki oderwanie od rzeczywistości, bo jak tu apelować do premiera antyunijnego rządu o prounijną postawę? Z perspektywy czasu widać jednak, że to apel do tych, którzy mają wpływ na opinię publiczną, którego celem było budzenie ducha w narodzie. Tego ducha, który pomógł pogonić PRL, a potem towarzyszył nam, gdy weszliśmy do NATO i Unii. To apel nie tylko do premiera, ale i aspiracji Polaków" - wskazała poseł Izabela Leszczyna w opinii dla dziennika "Rzeczpospolita".

"Potrzebna jest prawdziwa dyskusja o wspólnej walucie. Dyskusja, w której przeciwników politycznych nie nazywa się złodziejami, a „liberalny” nie brzmi jak obelga. Dyskusja, w której mogą wybrzmieć różne zdania, a obywatele mają prawo zadać każde pytanie i oczekiwać obiektywnej, opartej na doświadczeniu innych państw odpowiedzi" - zaznaczyła.

Posłanka wskazała, że "niestety, nie mam złudzeń, czy taka debata w dzisiejszej rzeczywistości politycznej, z mediami publicznymi zaanektowanymi na potrzeby rządowej propagandy, zwiększy obiektywną wiedzę społeczeństwa o szansach i zagrożeniach, jakie wspólna waluta ze sobą niesie". "Obawiam się na ulicach polskich miast billboardów kolejnej narodowej fundacji, która za pieniądze podatników zohydzi ludziom strefę euro. Boję się, że niechętni dalszej integracji politycy PiS straszyliby Polaków drożyzną na Słowacji, choć inflacja wynikająca z przyjęcia euro wyniosła tam 0,15 proc. Zagrożenie zdominowaniem debaty przez PiS-owską propagandę jest zbyt duże, by je lekceważyć. Dlatego apel – w normalnych warunkach właściwy – staje się ryzykowny" - podkreśliła.

"List mógł spełnić niezwykle pozytywną rolę: stać się kołem ratunkowym rzuconym Mateuszowi Morawieckiemu, gdy jako nowy premier rozpoczynał rozmowy z Brukselą, o art. 7 i o nowych ramach finansowych, których założenia wykuwają się właśnie teraz. Niestety, po zdawkowej negatywnej odpowiedzi premiera okazało się, że kołem ratunkowym Morawiecki raczej dostał w głowę i na negocjacjach dotyczących kolejnej perspektywy finansowej będzie po liście ekonomistów – na własne życzenie – jeszcze słabszy" - dodała Izabela Leszczyna.

Posłanka wskazała, że PiS dąży do tego, że "Polska chce słabej, niedecyzyjnej Unii, z małymi kompetencjami, ale z wielkim budżetem". "A przecież każdy budżet, także UE, jest emanacją jakiejś koncepcji politycznej. PiS oczekuje, że płatnicy netto dadzą więcej pieniędzy, a Polska weźmie kasę i w nogi: z problemami radźcie sobie sami. Taka postawa to rzeczywiście dobry wstęp do chrystianizacji UE. Jednoznaczna negatywna decyzja Morawieckiego, że w ogóle o euro nie będziemy rozmawiać, powoduje, że Polska nie ma szans na dodatkowe transfery pieniężne z UE w ramach tzw. linii budżetowej strefy euro, która ma wzmocnić gospodarki państw, które zdecydują się przyjąć wspólną walutę. Przewodniczący Komisji Europejskiej proponuje też stworzenie dużego funduszu inwestycyjnego finansującego wspólne przedsięwzięcia" - wskazała Izabela Leszczyna.

Źródło:  rp.pl


bg Image