Nitras_1.png

"Nic się nie kończy. Ktoś, kto stoi w miejscu i się nie zmienia, cofa się. Polska się zmienia, oczekiwania wyborców wobec polityków się zmieniają, to i Platforma się zmienia" - powiedział poseł Sławomir Nitras w rozmowie z Anną Wojciechowską.

"My nie przegraliśmy wyborów z powodu takiego czy innego skrętu, tylko z powodu tego, że niektórzy politycy PO pokazali nie taką twarz, jaką ludzie przywykli oglądać. Po aferze podsłuchowej, po przegranych wyborach prezydenckich, my już nie mieliśmy wątpliwości, jak to się skończy. Była tylko kwestia minimalizowania strat. I skończyliśmy na 25 proc. poparciu. Obroniliśmy się wtedy jako partia w niełatwej sytuacji, jaką nam zostawił Donald Tusk swoim odejściem, z nadgryzioną elitą partyjną" - wskazał polityk.

"Daliśmy Polsce naprawdę dobrą zmianę. Platforma zostawiła Polskę nowocześniejszą, bezpieczniejszą, bogatszą. Straciliśmy władzę, co nie jest niczym nienaturalnym w polityce, choć w naszym przypadku straciliśmy ją w sposób nietypowy i nie musiało się tak stać. Gdyby nasze elity zachowały większą dyscyplinę wewnętrzną, pokorę, to nawet te nielegalne nagrania nie zaszkodziłoby nam. Nie ma co jednak patrzeć w tej sprawie wstecz. Przed nami nowy etap i trzeba się do niego dobrze przygotować. Ponad 40 proc. Polaków bardzo krytycznie odnosi się do tego, co robi PiS, i naszym obowiązkiem jest spełniać ich aspiracje. Na razie nie robimy tego wystarczająco dobrze" - podkreślił Sławomir Nitras.

"Moim zdaniem kluczowe dla zrozumienia kryzysu całej opozycji, bo nie tylko Platformy, jest zdanie, które powiedział w jednym z wywiadów Donald Tusk. Nasi wyborcy muszą widzieć w nas determinację, czyli zdolność do poświęceń, wiarygodność, czyli zgodność czynów ze słowami i profesjonalizm. Mam poczucie, że we wszystkich tych elementach mamy jeszcze wiele do zrobienia. Dlatego choć 45 proc. Polaków źle ocenia zmiany w sądach przeprowadzone przez PiS, to jednocześnie nie wszyscy popierają działania opozycji. Nie może być tak, że ktoś używa wielkich słów, a rozbija się o małe przeszkody albo w małych sprawach nie jest wierny wielkim słowom. Musimy to zmienić. Odpowiedzią jest więcej wiarygodności, bezinteresowności i profesjonalizmu" - dodał.

Polityk pytany o powód wykluczenia trzech posłów z Platformy Obywatelskiej wskazał, że "głosowanie nad przekazaniem do komisji projektów dotyczących aborcji to nie była kwestia sumienia". "Gdyby tak było, to musielibyśmy nazwać pana Kaczyńskiego zwolennikiem aborcji. Przecież on ten projekt poparł. To głosowanie to była kwestia lojalności wobec własnego środowiska. Platforma nie akceptuje zaostrzania ustawy aborcyjnej, bo na to nie ma zgody społecznej ani nie mieści się to w poglądach Platformy. Przypomnę, że ukarani posłowie poparli projekt zaostrzający prawo aborcyjne w Polsce" - mówił.

"Upieram się, że to była kwestia szacunku do wszystkich obywateli, którzy złożyli podpisy. Partia to taki okręt, który trzeba sterownie prowadzić. Jeżeli ustalamy, że trzeba dopuścić do debaty nad oboma projektami, to trzeba się tego trzymać. Proszę zwrócić uwagę, że u nas są też osoby, które mają znacznie bardziej liberalne poglądy, i my musimy zachować jedność. Władze PO zrobiły, co mogły, aby wypracować wewnętrzne porozumienia w tej wyjątkowo skomplikowanej sprawie, i naszym obowiązkiem jest w poczuciu wspólnoty je uszanować. To jest kwestia lojalności i wspólnej taktyki politycznej" - zaznaczył Sławomir Nitras.

"Nie wykluczam, że popełniliśmy taktyczny błąd. Ale jeśli do tego zabraknie wzajemnej lojalności, to kryzys gotowy. Rozmawiamy o tej sytuacji, z pewnością wyciągniemy z tej lekcji wnioski" - dodał polityk.

Sławomir Nitras podkreślił, że "sprawa jest zbyt poważna, żeby traktować ją w doraźnych politycznych kategoriach". "Ja mam poczucie, że problem aborcji został już w Polsce rozwiązany w sposób cywilizowany, i tego się powinniśmy trzymać" - mówił.

Cała rozmowa:  polskatimes.pl

 


bg Image