kierwinski1.png

Opinia publiczna formułuje wiele pytań, które mogły być poddane pod referendum. Ale Andrzej Duda zdecydował się uwzględnić pytania tylko jednej opcji politycznej - mówi minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Marcin Kierwiński w rozmowie ze Sławomirem Jastrzębowskim.

"Super Express": - Sondaże psują wam humory? Np. ten dla "Super Expressu", który mówi, że możecie liczyć jedynie na 19 proc. poparcia, a PiS mógłby rządzić samodzielnie.

Marcin Kierwiński: - Jedynym wiążącym sondażem są wybory. Wybory parlamentarne 25 października zweryfikują wszystkie sondaże. Jedne z nich dają PO 30, drugie 20 proc. Wiem jedno - to sygnał, że trzeba jeszcze mocniej pracować.

Widać tendencje, że rośnie PiS, a wam spada. Z czego to wynika?

Proszę zwrócić uwagę, że sondaże robione są w specyficznym momencie. Kilka tygodni po zaprzysiężeniu prezydenta Dudy, wywodzącego się ze środowiska PiS. Wielu analityków zwracało uwagę, że z tego względu sierpień będzie się wiązał ze wzrostem zainteresowania i zaufania do PiS.

Chce pan powiedzieć, że Andrzej Duda jest prezydentem PiS?

Tak się zachowuje. Szanuję urząd prezydenta i samego prezydenta Dudę. Powiem więcej, po wyborach miałem pozytywne oczekiwania wobec jego prezydentury, chociaż na niego nie głosowałem.

Używa pan czasu przeszłego. To już pan ich nie ma?

Niestety, nie. Uważałem, że skoro Andrzej Duda deklaruje, że chce zasypywać podziały, to będzie chciał coś konkretnego w tym kierunku robić. Tymczasem choćby decyzja o rozpisaniu referendum w dniu wyborów parlamentarnych jest wyraźnie spowodowana interesem jednej partii politycznej. Takie działanie nie jest czymś, co łączy Polaków.

Skoro jednak Senat decyduje, czy to referendum się odbędzie, a w Senacie większość ma PO, to referendum nie będzie i nie ma się czego obawiać?

Ta decyzja należy do senatorów. Opinia publiczna formułuje wiele pytań, które mogły być poddane pod referendum. Ale Andrzej Duda zdecydował się uwzględnić pytania tylko jednej opcji politycznej. Uważam, że bardzo źle się stało i będzie to miało wpływ na decyzje senatorów.

A jakie pytania by pan chciał w referendum?

Nie w tym rzecz. Problem jest taki, że jedna strona sporu politycznego przy wsparciu prezydenta Dudy, mając na celu swój interes polityczny, formułuje konkretne pytania. A pytanie - to dotyczące prywatyzacji Lasów Państwowych - jest abstrakcyjne, bo nikt tego nie chce. No chyba że PiS, który niedawno głosował za niewpisywaniem ochrony Lasów Państwowych do konstytucji.

To jakie pytania pan by sformułował?

Choćby o obowiązkowy pobór do wojska, bo takie pomysły już rodzą się w głowach polityków PiS. Także o procedurę in vitro, którą opisaliśmy w ustawie, ale już słychać ze strony PiS pomysły, by to zmieniać.

Jak powinno brzmieć pytanie o in vitro?

Nie ja powinienem formułować pytania. To domena prezydenta, który powinien wsłuchać się w głos wszystkich Polaków. Prawnicy prezydenccy powinni skonstruować precyzyjne pytania. A tymczasem pytanie, które przedstawił prezydent, dotyczące wieku emerytalnego, jest pytaniem wyjątkowo nieprecyzyjnym. Zdziwiłem się, że Andrzej Duda, którego pamiętam z Sejmu jako dobrego prawnika, zdecydował się takie pytania podpisać. Może to pierwsze dni urzędowania i brak doświadczenia albo raczej pośpiech był zbyt duży. Przede wszystkim jednak swym działaniem Andrzej Duda stworzył niebezpieczny precedens. Kwestie, które rozstrzygają ustawy, a które przegłosowuje się zwykłą większością głosów, prezydent chce poddawać pod referendum.

Pan jest przeciwko temu, żeby społeczeństwo to oceniało?

Uważam, że referendum powinno być wykorzystywane do rozstrzygania kluczowych kwestii ustrojowych, takich jak choćby ordynacja wyborcza. (...)

Cała rozmowa: se.pl


bg Image