trzaskowski.png

Polska powinna mówić jednym głosem. Kiedy pojawiają się rozbieżności, źle rzutuje to na wiarygodność naszej polityki zagranicznej. Chodzi o to, żeby ze sobą rozmawiać i mam nadzieję, że taka wola ze strony prezydenta będzie - mówi w "Sygnałach Dnia" wiceminister spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski.

Krzysztof Grzesiowski: Sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rafał Trzaskowski. Dzień dobry, panie ministrze, witamy.

Rafał Trzaskowski: Dzień dobry.

Sprawa jest poważna, zostałem wezwany przez premier Ewę Kopacz, mówił pan wczoraj. Jak rozumiem, chodzi o relacje polsko–ukraińskie, chodzi o stanowisko pana prezydenta w tej sprawie, o zmianę tzw. formatu rozmów na temat tego, co dzieje się na wschodzie Ukrainy.

Tak, rzeczywiście chodzi o to przede wszystkim, żeby Polska mówiła jednym głosem, dlatego że jeżeli pojawiają się rozbieżności, no to to w pewnym momencie źle rzutuje na wiarygodność naszej polityki zagranicznej i dobrze by było, żeby z panem prezydentem ta polityka była koordynowana, bo według Konstytucji za politykę zagraniczną odpowiada rząd, a premier ją... przepraszam, a prezydent ją współtworzy. I dobrze by było, by to stanowisko było koordynowane. Tej koordynacji ostatnio zabrakło, pani premier wielokrotnie prosiła pana prezydenta o zwołanie Rady Gabinetowej, właśnie żeby przedyskutować te główne założenia między innymi polityki zagranicznej, no i na razie to się nam nie udaje.

Ale pan prezydent spotkał się i z szefem resortu spraw zagranicznych, i z szefem resortu obrony narodowej, zatem wszedł w te części swoich kompetencji, o których mówi Konstytucja.

Tak, to prawda. I jakby zostało przedstawione panu prezydentowi nasze stanowisko. To stanowisko dotyczące choćby tego, co dzieje się na Ukrainie. Natomiast tutaj niektóre wypowiedzi czy propozycje pana prezydenta poszły trochę dalej. Ja nie chcę dezawuować polityki zagranicznej prowadzonej przez pana prezydenta, nie chcę jej krytykować. Ja tylko uznaję, że szkoda, że to stanowisko nie jest koordynowane, dlatego że ono wywołuje mnóstwo pytań ze strony naszych partnerów. Problem polega na tym, że jeżeli zgłasza się pewnego rodzaju inicjatywy, no to dobrze jest najpierw, oczywiście, je skoordynować w Polsce, a po drugie porozmawiać z partnerami, a nie ich zaskakiwać poprzez pewne deklaracje, dlatego że to nie jest polityka skuteczna. Myśmy mieli z tym do czynienia w latach 2005–2007, że rząd PiS-u zapowiadał pewne inicjatywy w dosyć buńczuczny sposób, no a potem odbijał się od ściany w momencie, kiedy tego typu inicjatywy nie były przygotowywane. Dobrze by było, żeby tych błędów pisowskich z tych lat nie powtarzać.

A czy mówiąc partner, ma pan na myśli stronę ukraińską?

Stronę ukraińską i również te strony, takie jak choćby Niemcy czy Francuzi, którzy są zaangażowani w tej chwili we wcielanie w życie porozumień mińskich.

Przedwczoraj Petro Poroszenko przy okazji spotkania z François Hollandem i Angelą Merkel mówił, że mamy format miński i format normandzki, w ich ramach możemy dyskutować o wszystkim, potem mijają godziny. Występuje wiceszef administracji prezydenta Poroszenki ds. zagranicznych, mówi, że ukraińska i polska strona omówią we wrześniu możliwość przyłączenia Warszawy do rozmów o uregulowaniu sytuacji w obwodach donieckim i ługańskim na wschodzie Ukrainy. Czyli mamy dwie wypowiedzi zupełnie różne tak na dobrą sprawę...

No tak, bo na szczęście...

...bo jedna mówi, że coś się wydarzy w związku z Polską, druga, prezydenta Poroszenki mówi, że nie trzeba w ogóle angażować nowych uczestników rozmów. Czy Petro Poroszenko powiedział to dlatego, że, tak jak powiedziałem, była to akurat rozmowa z prezydentem Hollandem i panią kanclerz Merkel i pod ich naciskiem powiedział to, co powiedział, sformułował taką myśl?

Mnie jest niezręcznie komentować motywacje pana prezydenta Poroszenki, nie chcę tego robić jako wiceszef dyplomacji, natomiast prezydent powiedział to, co powiedział, a potem bardzo dobrze, że się pojawiła taka wypowiedź szefa jego kancelarii, dlatego że to pokazuje, że jeszcze będziemy na ten temat rozmawiać, to jakby w pewnym sensie zmiękcza to niejako wyjście przed szereg, jeżeli chodzi o te propozycje, które zgłaszali ludzie pana prezydenta. Ale tak jak mówię, tu nie chodzi o krytykę, bo ta krytyka i jakby rozmowa o tym i przeciąganie tego tematu niedobrze się przysługuje polskiej polityce zagranicznej. Tu chodzi przede wszystkim o to, żeby rozmawiać ze sobą, żeby tę politykę koordynować. Mam nadzieję, że taka wola ze strony pana prezydenta będzie. A poza tym żeby wystrzegać się takich bardzo definitywnych ocen i bardzo radykalnych pomysłów, dlatego że problem polega na tym, że w kampanii wyborczej pan prezydent i jego ludzie mówili o tym, że tak naprawdę wymaga polska polityka zagraniczna totalnego przebudowania, rewolucji, że musimy wstać z kolan. Tak wielokrotnie mówił minister Szczerski, który odpowiada w kancelarii prezydenta za politykę zagraniczną. W tej chwili orientuje się pan prezydent i jego otoczenie, że tak naprawdę ta polityka była prowadzona w sposób odpowiedzialny, że wzmacniała wiarygodność Polski i teraz trudno im się wycofać z tych swoich bardzo radykalnych zapowiedzi. W tej chwili mówią tylko i wyłącznie o korekcie. Więc dobrze by było, żeby w tej chwili po wyborach prezydenckich te emocje opadły, żeby można było w sposób bardzo spokojny rozmawiać na temat tego, jaka powinna być polska polityka zagraniczna, żeby za wszelką cenę nie próbować się wyróżniać. No i nie rzucać takich inicjatyw, które są, krótko mówiąc, nieprzygotowane, bo to nie jest dobry pomysł i tylko tak naprawdę o to chodziło w tej wczorajszej rozmowie. Ja mówiłem, że sprawa jest poważna, no bo z panią premier rozmawialiśmy o tym, jak właśnie doprowadzić do tego, żeby ten głos z Polski brzmiał absolutnie jednoznacznie i żeby nie było żadnych wątpliwości, że ta polityka jest w Polsce dobrze koordynowana.

A co w takim razie z wypowiedzią ministra Grzegorza Schetyny z marca 2015, tego roku: „Trzeba szukać bardziej skutecznych sposobów negocjacji między Ukrainą a Rosją niż tzw. format normandzki”? Czy to nie jest przypadkiem to samo, o czym mówi prezydent?

Nie jest, dlatego, wie pan, że w dyplomacji liczy się moment, to znaczy myśmy rzeczywiście i w 2014 roku, kiedy konstruował się ten trójkąt, mówili, że dobrze by było go wzmocnić instytucjami Unii Europejskiej. Uwaga: instytucjami Unii Europejskiej, a nie kilkoma nowymi państwami członkowskimi z sąsiedztwa. I również za zamkniętymi drzwiami w momencie, kiedy nie było wynegocjowane jeszcze w pełni to porozumienie mińskie, mówiliśmy o tym, że trzeba rozważyć to, żeby Unia Europejska brała w tym udział. I to mówię, za zamkniętymi drzwiami w momencie, kiedy się rozmawia o tym z innymi dyplomatami. Ja nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie chcę jakby mówić o tej kuchni dyplomacji, bo to może nam tylko zaszkodzić, ale w tej chwili jest taki moment, kiedy wcielane są porozumienia mińskie w życie. Oczywiście, wiemy o tym, że napotykają na mnóstwo problemów i nasi partnerzy w tej chwili, jeżeli mówimy o zmianie formatu, niektórzy interpretują to jako próba dezawuowania ich wysiłków. Dlatego moment jest niedobry, nie jest ten głos... nie był ten głos dobrze skoordynowany, natomiast na końcu roku czy na początku przyszłego roku, kiedy będzie test tego, czy to porozumienie mińskie jest wcielane w życie, wtedy będzie moment na rozmowy o tym, jak dalej kontynuować te rozmowy. Tak jak mówię, tu nie chodzi o wchodzenie w szczegóły, bo to tylko właściwie nam szkodzi i tylko pogłębia to wrażenie, że jest pewien dwugłos. Tu chodzi o to, żeby lepiej się koordynować i niech to wczorajsze wydarzenie czy małe zamieszanie będzie takim sygnałem, że należy ze sobą rozmawiać i żeby tego typu sytuacje się po prostu nie powtarzały i żeby po pierwsze nie mówić o tym, że konieczna jest jakaś rewolucja, tylko raczej skupiać się na tym, jak ze sobą współpracować i nie zgłaszać źle przygotowanych inicjatyw, bo to szkodzi również wizerunkowi pana prezydenta, a na tym nam, broń Boże, nie zależy, no bo jest to prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image