kluzik.png

Gdyby zostało zdecydowane, że obowiązku dla sześciolatków nie ma i dzieci idą do szkoły od siódmego roku życia od roku 2016, w tym roku 2016 w szkołach podstawowych nie byłoby pierwszej klasy. Nauczyciele, którzy powinni zająć się nowymi pierwszymi klasami nie mieliby pracy przez trzy lata – zwróciła uwagę Joanna Kluzik-Rostkowska, minister edukacji narodowej.

Krzysztof Grzesiowski: Minister edukacji narodowej, pani Joanna Kluzik–Rostkowska. Witamy panią minister.

Joanna Kluzik–Rostkowska: Dzień dobry, witam serdecznie.

To co, jeszcze tydzień i zaczynamy?

Tak jest.

1 września...

Dokładnie tydzień.

...we wtorek. Pani minister, kto pójdzie do pierwszych klas w roku szkolnym 2015/16? Jakie roczniki?

Do pierwszej klasy w roku 2015 pójdą siedmiolatki i pójdzie druga połowa rocznika sześciolatków, tak że będzie to taki podwójny rocznik, dokładnie tak samo jak było w ubiegłym roku, czyli w ubiegłym roku też były takie podwójne... znaczy siedmiolatki plus w zeszłym roku to była pierwsza połowa sześciolatków.

A jaka to liczba dzieci będzie?

No, to będzie około 600 tysięcy dzieci. To znaczy zobaczymy, ile będzie odroczeń, w zeszłym roku to było 550 tysięcy dzieci, w tym roku powinno być podobnie, może trochę więcej.

A jak to jest z tak zwanymi odroczeniami, używając języka wojskowej komendy uzupełnień?

W zeszłym roku było tak: te dzieciaki, które...

Mówimy o sześciolatkach.

Mówimy o sześciolatkach. W zeszłym roku do szkoły powinna była pójść pierwsza połowa roku sześciolatków, w tej pierwszej połowie roku było 19% odroczeń, ale w tym samym czasie 14% rodziców, którzy mieli dzieci z drugiej połowy roku zdecydowali się wysłać sześciolatki do szkoły wcześniej. Więc jeśli weźmiemy pod uwagę, że powinno pójść 50% dzieci urodzonych w jednym roku, to poszło 45, tak że 5% dzieci zostało na następny rok. Zobaczymy, jak będzie w tym roku. Tak naprawdę Ministerstwo Edukacji będzie wiedziało to dopiero pod koniec września.

A jeszcze zostając przy tym słowie odroczenie, jak to wygląda w Polsce, część zachodnia, część wschodnia, część północna, część południowa? Gdzie jest tego najwięcej?

Chyba najwięcej odroczeń jest na wschodzie Polski, natomiast żeby była jasność, oczywiście, ja bardzo szanuję sytuacje, w których rodzice mówią: nie wiem, nie jestem pewien, chciałbym sprawdzić, czy moje dziecko tę gotowość szkolną osiągnęło, i trzeba to szanować i od tego są poradnie psychologiczno–psychologiczne, żeby takim rodzicom pomóc. Natomiast największy boom, jeśli chodzi o poradnie psychologiczno–pedagogiczne, zarówno w zeszłym roku, jak i w tym roku, był w marcu i on wiązał się z rekrutacją do przedszkoli, w dużej części wiązał się właśnie nie z tym niepokojem rodziców o dojrzałość szkolną dziecka, tylko o to, czy jeżeli rodzic jednak chciałby, żeby dziecko zostało w przedszkolu, czy będzie w tym przedszkolu miało miejsce. W związku z tym samo pójście do poradni i samo uzyskanie dokumentu, który pozwala odroczyć dziecko, nie znaczy, że to dziecko do szkoły nie pójdzie, dlatego że bardzo wielu rodziców poszło do poradni, poprosiło o taki dokument, a decyzję o tym, czy dziecko pójdzie do szkoły, czy nie, zostawia sobie na początek września, dlatego że mamy rejonizację szkół podstawowych i tak naprawdę rodzic w każdej chwili może z dzieckiem przyjść do szkoły i powiedzieć: proszę zapisać dziecko do szkoły, bo chcę, żeby ono do niej chodziło.

A czy decyzja rodzica o wysłaniu sześciolatka do szkoły jest ostateczna? Czy od momentu, kiedy zacznie się rok szkolny od 1 września tę decyzję może zmienić, na przykład w jakimś okresie zdecydować: nie, ja chcę zabrać dziecko ze szkoły?

Jest inaczej. Żeby dziecko mogło nie pójść do szkoły w wieku lat 6, musi mieć opinię poradni psychologiczno–pedagogicznej, że tej dojrzałości szkolnej nie osiągnęło, aczkolwiek między nami mówiąc, poradnie same przyznawały, że jeżeli rodzic przychodził i mówił: ja nie jestem pewien, czy chciałbym, żeby moje dziecko poszło do szkoły, to taki dokument dostawał, co świadczyło również o dojrzałości szkolnej rodzica, a nie dziecka. Ale jeżeli dziecko taki dokument dostanie, no to wtedy idzie do szkoły rok później. Jeżeli nie, to dziecko idzie do szkoły w wieku lat 6. Oczywiście, różne rzeczy mogą się wydarzyć i oczywiście również w ciągu roku szkolnego może zaistnieć sytuacja, w której się okaże, że to dziecko tej dojrzałości szkolnej nie ma. I ja pamiętam, że sama zmieniałam po prostu rozporządzenie, które pozwala na to, by wtedy oczywiście przy zgodzie i przy współpracy z pedagogiem, psychologiem, rodzicami i wychowawcą klasy pozwalać na podjęcie takiej decyzji, żeby to dziecko wróciło po prostu do środowiska przedszkolnego. Kiedy zmienialiśmy te przepisy, zastanawialiśmy się, czy to może być duża grupa, czy nie, i ja nie słyszałam o żadnym takim dziecku. Pewnie takie dziecko w Polsce mogłoby się znaleźć.

Ale taka możliwość istnieje.

Tak, istnieje taka możliwość, tak. Gdyby się okazało... I żeby była jasność, to oczywiście dotyczy zarówno dziecka sześcioletniego, jak i siedmioletniego, bo trzeba szanować takie sytuacje, w których okazuje się, że dziecko tej dojrzałości szkolnej nie ma bez względu na to, w jakim wieku idzie do szkoły.

Pani minister, jedno z pytań zaproponowanych przez pana prezydenta Andrzeja Dudę w referendum, które być może odbędzie się 25 października, to kwestia decyzji Senatu, brzmi tak: Czy jest Pani/Pan za zniesieniem powszechnego ustawowego obowiązku szkolnego sześciolatków i przywrócenie powszechnego ustawowego obowiązku szkolnego od 7. roku życia? I to jest po pierwsze. Wczoraj Millward Brown dla telewizji TVN, to jest sondaż z 24 sierpnia, 1003 osoby pełnoletnie wzięły udział w tym sondażu – 66% ankietowanych deklaruje, że wybiera się na to referendum 25 października, pod warunkiem że ono, oczywiście, będzie. Za przywróceniem obowiązku szkolnego od 7. roku życia jest 75%, przeciw 8, 6% nie podjęło decyzji. Krótko mówiąc, gdyby trzymać się tego sondażu, to obowiązek szkolny byłby od 7. roku życia. Pytanie brzmi: jakie to rodzi konsekwencje?

To rodzi bardzo poważne konsekwencje i mam przeświadczenie, że zdecydowana większość tych osób, które mówią: niech będzie jak było kiedyś, czyli dzieci niech idą do szkoły od 7. roku życia, nie zdaje sobie sprawy i nie ma takiego obowiązku. Natomiast chciałabym, korzystając z tego, że mogę z państwem rozmawiać, te kłopoty, które się z tym wiążą, przedstawić. Otóż gdyby zostało zdecydowane, że obowiązku dla sześciolatków nie ma i dzieci idą do szkoły od 7. roku życia, przypuśćmy od roku 2016, to znaczy, że w szkołach podstawowych w roku 2016 nie ma pierwszej klasy. To znaczy, że wszyscy ci nauczyciele wczesnoszkolni, którzy powinni byli przyjąć i zająć się nowymi pierwszymi klasami, nie mają pracy przez 3 lata. To nie jest kwestia jednego roku. Nie mają pracy przez 3 lata, dlatego że nauczyciel wczesnoszkolny pracuje ze swoją klasą od pierwszej do trzeciej klasy. Wszyscy inni... Oczywiście, ten rocznik pusty idzie dalej, tak? Bo w roku 2017 nie będzie drugiej klasy, w osiemnastym nie będzie trzeciej klasy. W następnych etapach edukacji ci nauczyciele, którzy uczą poszczególnych przedmiotów, nie są w aż tragicznej sytuacji, jak ci wczesnoszkolni, no bo mają inne klasy, ale oczywiście mają mniej godzin, ponieważ mają mniej dzieci, pewnie część z tych nauczycieli również musiałaby stracić pracę. Konsekwencja rozłożona w czasie, ale to oczywiście musiałoby nadejść, byłaby taka, że byłby taki rocznik, w którym nie byłoby matury, nie byłoby w ogóle osób, które mogłyby pójść na wyższe uczelnie i potem byłby martwy rocznik wchodzący na rynek pracy.

Abstrahując od tych wszystkich kłopotów, abstrahując od tego, że to byłoby bardzo kosztowne z punktu widzenia pracy nauczycieli, uważam, że byłoby to również bardzo niekorzystne dla dzieci, dlatego że polskie sześciolatki na edukację szkolną są gotowe. Ja tutaj z tym pytaniem mam jeszcze taki problem, bo PiS, głównie PiS mówi tak: to rodzic powinien decydować o swoim dziecku. Tylko jakoś tak to jest dziwnie przez nich rozumiane, że rodzic powinien decydować o swoim dziecku do 6. roku życia, a rozumiem od 7. już nie. Znaczy jakby ci ludzie, którzy mówią: obowiązek szkolny od 7. roku życia, podając argument tego, że rodzic wie najlepiej, bardzo prosiłabym, żeby się zastanowili nad tym, dlaczego uważają, że sześciolatek jest... to jest takie dziecko, gdzie rodzic wie najlepiej, a przy siedmiolatku nie wie już najlepiej? To znaczy i to też można rozwijać w nieskończoność.

Naprawdę jesteśmy w sytuacji znacznie lepszej niż kilka lat temu, dlatego że po pierwsze sześciolatki w szkołach są w polskich szkołach od bardzo dawna. W tym roku szkolnym, który się zakończył, skończyły podstawówkę te dzieci, które poszły jako sześciolatki w tym pierwszym roczniku, który mógł. To nie było wiele dzieci, to było 4% dzieci, ale okazało się, że sześciolatki egzamin szóstoklasisty napisały znacznie lepiej niż siedmiolatki. Znacznie lepiej, tam w matematyce różnica była 5 punktów procentowych.

Tak że naprawdę nie ma się czego obawiać, mamy za sobą pierwszy rok sześciolatków, które już poszły po tej decyzji, że jest ten obowiązek. Nie ma się czego obawiać. Jeżeli mogę mieć jakąś prośbę, mam nadzieję, że nauczyciele wczesnoszkolni mnie słuchają i mam nadzieję, że słuchają mnie również rodzice sześciolatków, przejście z przedszkola do szkoły nie musi być przejściem z przyjaznego świata przedszkolnego, zabawy, ciepła i bezpieczeństwa do sytuacji, w której dziecko siedzi 45 minut w ławce i po prostu słucha pani, trzymając ręce na blacie. To jest sytuacja, w której... Znaczy nauczyciel wczesnoszkolny ma bardzo dużą swobodę prowadzenia lekcji, we wszystkich klasach wczesnoszkolnych są kąciki zabaw. Naprawdę to przejście i te pierwsze trzy klasy szkoły podstawowej one trochę powinny przypominać ten model przedszkolny i będzie dobrze.

A może nie byłoby całej tej dyskusji mocno emocjonalnej, gdyby, nie wiem, w fazie konsultacji, dyskusji na poziomie różnych stowarzyszeń, organizacji i tak dalej padły na tyle racjonalne argumenty, że nie trzeba by teraz o tym rozmawiać. Może gdzieś był błąd, może ktoś czegoś zaniechał, ktoś o czymś zapomniał, zaniedbał?

Tak jak mówię, ten moment, w którym sześciolatki... Bo żeby była jasność, wcześniej było tak, żeby sześciolatek mógł pójść do szkoły, musiał uzyskać z tej samej poradni dokument, że tę dojrzałość szkolną ma. Sześć lat temu to był ten pierwszy moment, kiedy dziecko sześcioletnie mogło pójść do szkoły już bez tego wcześniej wymaganego dokumentu. Pierwsze sześciolatki skończyły szkołę podstawową. Mówimy o tym od 6 lat, ale o ile wcześniej te grupy sześciolatków były mniej liczne, no to mamy za sobą tę pierwszą połowę rocznika, która poszła w zeszłym roku. Naprawdę sytuacja szczególnie jest ważna w środowiskach zaniedbanych, szczególnie jest ważna tam, gdzie dzieci mają mniejszy dostęp do edukacji pozaformalny. To jest bardzo duża szansa dla tych wszystkich dzieci i mam nadzieję, że przeciwnicy obowiązku sześciolatków to zrozumieją. (…)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image