schetyna.png

- Kwestia list wyborczych musi iść swoim trybem. Wiarygodne osoby na listach wyborczych, to wiarygodność całej PO - powiedział Grzegorz Schetyna, minister spraw zagranicznych.

Krzysztof Grzesiowski: Minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna. Dzień dobry, panie ministrze.

Grzegorz Schetyna: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

Tak się zastanawiam, co pana bardziej angażuje w tych dniach, czy fakt, że jest pan szefem resortu spraw zagranicznych, a więc polityka międzynarodowa, czy ewentualnie układanie list wyborczych Platformy, zwłaszcza na Dolnym Śląsku.

Zawsze bliska koszula ciału. Dużo i sporo dzieje się w polityce międzynarodowej, mam i plan wyjazdów, i aktywności. Tutaj ważne jest być blisko tych spraw, żeby mieć na nie wpływ. A kwestia list wyborczych, jak dobrze pan redaktor wie, musi iść też swoim trybem. Co 4 lata są wybory parlamentarne, partia musi być do nich przygotowana najpierw w sensie stworzenia list, czyli personalnym, a potem już koncepcji kampanii wyborczej. Wszyscy będziemy w to się angażować, ale ta kampania prawdziwa tak naprawdę to zacznie się we wrześniu.

A kwestia list kiedy zostanie zamknięta w Platformie?

Ja myślę, że to jest do 6 sierpnia, czyli do... odbędzie się posiedzenie Rady Krajowej i ostateczna akceptacja list na tym poziomie. To wszystko od lokalnych, regionalnych struktur, na końcu w Warszawie Rada Krajowa do 6 sierpnia.

A na Dolnym Śląsku jak to będzie wyglądało?

Zobaczymy.

Skąd pan będzie kandydował?

Z Dolnego Śląska.

No, Dolny Śląsk dzieli się na okręgi wyborcze, tak że...

Podobno, tak.

Podobno, tak.

Miałem szczęście zawsze i zaszczyt reprezentować okręg 1, czyli jeleniogórsko–legnicki. Ostatnie 10 lat tam kandydowałem. No i to jest... To też jest jakaś kontynuacja, jakiś pomysł. Będziemy o tym rozmawiać na poziomie regionalnym. Wydaje mi się, że... i bardzo bym chciał, żeby pisanie tych list i... odbywało się w takim porozumieniu i w przekonaniu, że to ma służyć i wspólnej kampanii wyborczej, i dobremu wynikowi, bo mamy dużo do zrobienia w tej kampanii, jeśli chodzi o przekonanie wyborców, o budowanie wiarygodności, a na końcu o zdobycie przyzwoitego wyniku, bo te sondaże nie są zachęcające dla Platformy, te, które ostatnio widzimy. Więc tym bardziej w takim regionie, który jest po przejściach, tak jak Dolny Śląsk, powinien stamtąd popłynąć taki pozytywny sygnał, że wszyscy jesteśmy razem i walczymy o jak najlepszy wynik dla Platformy.

Skoro o sondażach pan minister mówi, GFK Polonia między 10 a 14 lipca, próba 1020 osób: Prawo i Sprawiedliwość Polska Razem Solidarna Polska 47% otrzymuje, Platforma 30.

Prawdziwy sondaż to ten...

O, to wszyscy politycy tak mówią.

Ja powtarzam to i taka jest prawda, to znaczy sondaże mogą albo usypiać, albo budzić i mobilizować.

No a ten, o którym mówimy?

Mobilizuje mnie, bo trudno sobie wyobrazić, żebyśmy my oddali bez walki. Mówię my jako Platforma Obywatelska, partia z wielką historią, z ośmioma latami rządów i dumna, która chce pokazać, przekonać Polaków po raz kolejny, że warto na nią głosować, że jest gwarancją bezpieczeństwa i normalności w Polsce. I dobrze Polskę reprezentuje na scenie międzynarodowej. To jest wyzwanie. Nie zrobimy, nie uda nam się wygrać tych wyborów, czyli zmniejszyć tego dystansu, o których mówi pan w sondażu, jeżeli nie będziemy wszyscy bardzo... jeżeli nie będziemy wiarygodni w stu procentach i nie stworzymy takiej alternatywnej propozycji do obietnic PiS-u, takich, które będą wynikać z przemyśleń, z pracy i z przyzwoitości.

A wiarygodność powiada pan, panie ministrze. A co z politykami Platformy, którzy, no, okazali się być nie do końca wiarygodni? Czy powinni startować, czy nie powinni startować? Powinni się wycofać sami, czy powinno się ich wycofać na poziomie władz partii?

No, mówiłem... rozmawiałem...  No tak, bo to będzie absolutnie kluczowe, bo wiarygodne osoby na listach to potwierdzenie wiarygodności całej partii. Nie ma ważniejszej rzeczy w budowaniu list wyborczych i każdy z tych osób musi sobie na to odpowiedzieć, a jeżeli będzie miał kłopoty ze znalezieniem odpowiedzi, to odpowiedzieć musi Rada Krajowa, przewodnicząca partii, Zarząd Krajowy i potem Rada Krajowa. I tu w otwarty sposób pewne sprawy trzeba postawić, nawet jeżeli to będzie bolesne i trudne, to musimy mieć przekonanie i wiarę, że wchodzimy w ten ostatni etap kampanii wyborczej, gotowi do podejmowania największego wyzwania tego wyborczego, ale też – tak jak powiedzieliśmy – wiarygodni, gotowi do pracy dla Polski.

A na ostro idzie na Dolnym Śląsku przy okazji układania list?

Nie, nie, nie...

Nie ma wycinki? Proszę wybaczyć słowo.

He, he. Nie, tu wszyscy są... Wie pan, ten sondaż, który pan przytacza, czy inne, po które mógłby pan redaktor sięgnąć, uczy pokory. Mam takie wrażenie, mam takie przekonanie, że każdy, kto rozumie politykę i wie, w jakiej sytuacji jest dzisiaj Platforma Obywatelska, musi wyciągnąć wnioski także z tych dosyć smutnych liczb. Ja nie jestem zakładnikiem sondaży i nigdy nie będę, ale uważam, że jeżeli on będzie mobilizował nas, ale także wskazywał ludziom, którzy zawsze głosowali na Platformę Obywatelską, że to jest bardzo niebezpieczny trend i on może... nie musi zakończyć się zwycięstwem Platformy, to oznacza, że wszyscy wyciągniemy wnioski. Jest naprawdę jeszcze trzy miesiące przed nami ciężkiej pracy i ciągle ta szansa na zwycięstwo jest, tylko musimy zrobić wiele rzeczy do wyborów.

Panie ministrze, klub parlamentarny Zjednoczonej Prawicy złożył w trybie informacji publicznej wniosek o dane na temat kosztów wyjazdowych posiedzeń rządu. Jaki jest cel, sens, efekt takich wyjazdowych posiedzeń? Ostatnio u pana, w mateczniku na Dolnym Śląsku, we Wrocławiu.

Tak, na Dolnym Śląsku. Wie pan, też patrzę na to, bo to jest ciekawy pomysł, bardzo taki pionierski, bym chciał powiedzieć, ale ciekawy w sensie dotarcia i kontaktu bezpośredniego, skala tych spotkań, każdy z nas, każdy z ministrów, i widzę, patrzę na to przez pryzmat czy w kontekście Dolnego Śląska, bo znam te powiaty, znam ludzi, często przecież jeżdżę nie tylko w kampanii wyborczej, nie jestem tam osobą nieznaną...

Znaczy spotkanie pana tam nie jest żadną sensacją, nie oszukujmy się.

Tak, ale widzę, jak ludzie, jak mieszkańcy reagują na spotkania z innymi ministrami. I to uważam, że jest ciekawe, dlatego że po pierwsze to jest jednak wielka lekcja doświadczenia dla ludzi, dla ministrów, którzy jeżdżą, którzy mogą się spotykać w różnych miejscach, którzy są poza ministerstwem, poza Warszawą, ale są w stanie, nie chcę powiedzieć są skazani, ale muszą rozmawiać z ludźmi, słuchać ich problemów i zastanawiać się... znaczy i oglądać tę prawdziwą Polskę. To jest trzeci wyjazd. Ja nie mówię, żeby to robić co tydzień, żeby to zastąpiło normalną pracę Rady Ministrów. To nie chodzi o to, ale uważam, że... i mówię to z pełną odpowiedzialnością, chciałbym, żeby taki obyczaj był rutyną następnych rządów, każdych następnych rządów, znaczy żeby ten kontakt z ludźmi był prawdziwy, żeby ministrowie byli w stanie posłuchać ludzi, którzy mówią o ich problemach, ale też na poziomie właśnie tym powiatowym i lokalnym.

Wie pan, zarzut jest taki, że większość decyzji, powiadają politycy opozycji, można podjąć w Warszawie, więc po co jeździć?

Ale żeby podjąć właściwą, dobrą decyzję, trzeba mieć wiedzę. Nie ma lepszej wiedzy, nawet jeżeli te rzeczy, które słyszymy, są przykre i trudne, to warto to robić. Warto to robić, bo po to się jest w polityce, żeby potrafić podejmować także trudne decyzje.

Przy okazji Dolnego Śląska i posiedzenia we Wrocławiu, wypłynęła sprawa krzeseł i foteli, jak pan wie, i stołów...

No, słyszałem...

...że zostały przywiezione z Warszawy. Panie ministrze, no, z całym szacunkiem, ale zapisałem sobie nawet tę wypowiedź, bo to jest interesujące, być może słuchacze też będą chcieli posłuchać. Oto portal Gazeta Wrocławska.pl przytacza słowa wojewody Tomasza Smolarza, który mówi tak: „Takich stołów, przy których zmieściłoby się kilkadziesiąt osób,  w Urzędzie Wojewódzkim nie ma, jednakowych krzeseł i odpowiednich stołów nie ma także w innych wrocławskich urzędach i w okolicy, dlatego meble przywieziono z Warszawy”, koniec cytatu.

Trudno mi zrozumieć i skomentować to, bo ja.. nie ma problemów z krzesłem czy ze stołem, przy którym siedzimy...

Zacytowałem dosłownie tak, jak pisze portal Gazeta Wrocławska.pl.

Mogę tylko... Nie no, dziwne wypowiedź. Ja myślałem w ogóle, że to... Nie chciałem mówić o prima aprilis, ale że to trudno sobie wyobrazić...

To nie był kwiecień.

No właśnie, więc dlatego to jest kwestia sali i może dyskomfortu dwugodzinnego spotkania, ale to... jestem przekonany, że jeżeli tak się zdarzyło, to się nie powtórzy, bo to nie ma sensu, znaczy ważna jest obecność i ważne jest prawdziwe zaangażowanie i regionalne pomysły, a nie komfort siedzenia czy pracy przez te dwie godziny. (…)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image