leszczyna.png

Wszystkie analizy wskazują, że kredytobiorcy frankowi po tych kilku latach spłaty są w sytuacji nie gorszej niż ci, którzy brali kredyty w złotówkach - powiedziała w rozmowie z "Faktem" wiceminister finansów Izabela Leszczyna.

Fakt: Sejm właśnie zaczął prace nad projektem ustawy PO, która umożliwia przewalutowanie kredytów zaciągniętych m.in. we frankach szwajcarskich. Ale warunki, jakie trzeba spełnić są tak wyśrubowane, że niewiele osób skorzysta z ich zapisów! To po co ta ustawa?

Izabela Leszczyna wiceminister finansów: Spłacalność kredytów we frankach jest lepsza niż kredytów zaciągniętych w złotówkach. Tylko ok. 3 proc. tych kredytów, to kredyty zagrożone opóźnieniem w spłacie. To naprawdę niewiele, mimo że kurs franka jest dużo wyższy niż siedem-osiem lat temu, kiedy był bum na te kredyty i kiedy zaciągano ich najwięcej.

Pamiętajmy, że na koszt kredytu mają wpływ kurs walutowy i stopy procentowe. Te stopy dla kredytów w CHF dziś są ujemne. Jeśli chodzi o frankowiczów, nie ma więc dramatycznej sytuacji – zwłaszcza, że ci kredytobiorcy są - jak  wynika z analiz GUS i KNF - osobami lepiej zarabiającymi niż inni kredytobiorcy. Znacząca ich część mieszka w Warszawie, statystycznie są zamożniejsi, niż osoby mające kredyty złotowe.Pamiętajmy, że Konstytucja zapewnia wszystkim obywatelom równość wobec prawa. Rozwiązanie, które zaproponowali posłowie PO nie faworyzuje frankowiczów w stosunku do innych osób zadłużonych. Mówimy - no dobrze - zaryzykowałeś kiedyś, nie byłeś wystarczająco ostrożny, wziąłeś kredyt we frankach. Zyskałeś na tym, bo miałeś niższą ratę, dzisiaj wydaje się, że na nim tracisz, więc możesz go przewalutować. Chociaż tak naprawdę wszystkie analizy wskazują, że kredytobiorcy frankowi po tych kilku latach spłaty są w sytuacji nie gorszej niż ci, którzy brali kredyty w złotówkach. Problem frankowiczów polega dzisiaj na tym, że wartość ich mieszkań w stosunku do kredytu jest niższa.

Komu więc ten przepisy pomogą?

Ustawa wprowadza możliwość przewalutowania kredytu. To propozycja dla osób, które nie chcą ponosić dalszego ryzyka kursowego, bo nie wiemy ile frank będzie kosztował  za dwa, pięć, dziesięć lat. Kredyty mieszkaniowe zaciągamy na 20-30 lat, więc ostatecznie nie wiemy dzisiaj, który kredyt - we franku czy w złotówce - okaże się korzystniejszy. Dlatego w ustawie proponujemy dobrowolność, a nie przymus przewalutowania, ale nie może być tak,  że ktoś kto wziął kredyt we franku na tej ustawie zyska i powie: jak dobrze, że byłem bardziej cwany niż mój kolega, który wziął kredyt w złotówkach i płacił wyższe raty. Dlatego frankowicze nie mogą liczyć na to, że do ich kredytów dopłaci polski podatnik. Koszty przewalutowania kredytu zostaną podzielone między kredytobiorcę i bank. To projekt poselski, ale w Ministerstwie Finansów także przygotowaliśmy ustawę, w której proponujemy by banki utworzyły fundusz wsparcia dla osób w trudnej sytuacji materialnej, które mają kredyty mieszkaniowe - i w walutach obcych, i w złotówkach.

 Na czym takie dopłaty miałyby polegać?

Jeżeli sytuacja materialna kredytobiorcy pogarsza się, bo nagle traci pracę i nie jest w stanie spłacać kredytu, to przez 18 miesięcy z tego funduszu wparcia opłacana byłaby jego rata. Maksymalnie 1500 złotych miesięcznie. Oczywiście później, jeśli jego sytuacja się poprawi, zadłużony wróci do spłacania rat. Pieniądze wypłacane z funduszu wsparcia byłyby pożyczką oprocentowaną wg. stopy referencyjnej NBP – dziś to 1,5 proc. (...)

Cała rozmowa: fakt.pl


bg Image