4.12.2018_K.Brejza_M.Kierwiski_big.png

"Chcemy wyjaśnień od premiera, szefa MSWiA i komendanta głównego policji w sprawie doniesień medialnych na temat zachowania kierowcy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego wobec policjanta na służbie, do którego miało dojść pod koniec września w Bydgoszczy" - mówili na konferencji prasowej posłowie Marcin Kierwiński i Krzysztof Brejza.

Jak opisuje portal wp.pl auto z prezesem PiS miało wówczas wjechać pod prąd na drogę jednokierunkową, gdzie zostało zatrzymane przez policjanta. Z auta miał wysiąść "mężczyzna, który przedstawił się jako kierowca Jarosława Kaczyńskiego" i w sposób opryskliwy zażądał przepuszczenia samochodu. Po tym jak policjant odmówił, kierowca miał grozić mu zwolnieniem z pracy. W poniedziałek w nocy wp.pl poinformowała, że interweniujący wtedy funkcjonariusz nie służy już w policji.

Posłowie Marcin Kierwiński i Krzysztof Brejza oświadczyli podczas konferencji prasowej w Sejmie, że wysłali "trzy interwencje" w tej sprawie.

Pierwsze pismo posłowie Platformy Obywatelskiej skierowali do premiera Mateusza Morawieckiego; chcą przeprowadzenia "kontroli działań" Komendy Głównej Policji w związku z opisaną sprawą. Druga interwencja została skierowana do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego - "chcemy wiedzieć, czy był on osobiście zaangażowany w tę sprawę". Trzecie pismo wysłano do komendanta głównego policji gen. Jarosława Szymczyka. Jak powiedział poseł Krzysztof Brejza, zwrócono się do niego o ujawnienie notatki służbowej policjanta, w której szczegółowo ma on opisywać, "w jak skandaliczny sposób został potraktowany przez +dwór+ Jarosława Kaczyńskiego". PO chce też odpowiedzi na pytanie, dlaczego KGP próbowała "zastraszyć" policjanta.

Posłowie zaapelowali ponadto do szefa PiS Jarosław Kaczyńskiego, aby "przeprowadził pogadankę ze swoimi +dworzanami+ i ze swoimi ochroniarzami, żeby nie szykanowali w ten sposób funkcjonariuszy policji".

Krzysztof Brejza podkreślił, że w sprawie bydgoskiego incydentu "doszło do szeregu dziwnych telefonów i wydarzeń". "Sprawą nagle zainteresowała się Komenda Główna Policji, zjawiła się w Bydgoszczy kontrola z KGP i ten policjant ostatecznie, jak ujawniają dzisiaj media, z policji odszedł. Szykanowany policjant (...) któremu ochroniarz Jarosława Kaczyńskiego groził zwolnieniem z pracy" - mówił poseł. "Miało też dojść do poniżania tego policjanta na ulicy" - dodał.

"Arogancja tej władzy poraża, poraża to, w jaki sposób traktowane są służby państwowe, poraża to, w jaki sposób traktowane są przepisy polskiego prawa" - podkreślił Marcin Kierwiński. "Jeżeli policjant, który realizuje swoje obowiązki ma problemy, dlatego że nie pozwolił samochodowi z Jarosławem Kaczyńskim przejechać pod prąd czy też zaparkować w miejscu, które do tego nie było przeznaczone, no to mamy już do czynienia z takimi standardami republik bananowych" - ocenił. Poseł Marcin Kierwiński zapewnił też, że Platforma Obywatelska "nie zostawi tej sprawy, bo jest ona bardzo symboliczna".

"To może nie jest wielka sprawa, to nie jest sprawa taka jak afera KNF-u, jak rozliczne afery rządu PiS-u, ale to jest sprawa bardzo, bardzo symboliczna, bo sprawa pokazująca, że w zderzeniu z tym aparatem państwa zawłaszczonym przez PiS, normalnie pracujący funkcjonariusz, normalnie pracujący obywatel nie ma po prostu żadnych szans" - podkreślił poseł Marcin Kierwiński.

Portal wp.pl poinformował, że policjant, który miał przeciwstawić się kierowcy prezesa PiS, pracuje teraz w wojsku, "pracę zmienił po 30 września", a więc po opisywanym przez portal incydencie.

wł/pap


bg Image