c_710_0_16777215_00_images_4.10.2017_Brejza_Kierwiski_big.png

Posłowie Platformy Obywatelski poinformowali o kolejnych faktach ws. kampanii "Sprawiedliwe sądy", którą na polecenie rządu PiS realizuje Polska Fundacja Narodowa. Jak zauważyli, "w tej sprawie "wszystkie ścieżki prowadzą do siedziby PiS".

"Coraz więcej faktów świadczy o tym, że mózgiem całej operacji mógł być Jarosław Kaczyński" - mówił poseł Krzysztof Brezja.

Poseł Brejza wskazał na konferencji prasowej w Sejmie, że "sprawa kampanii +Sprawiedliwe sądy+ przypomina wielką przepompownię pieniędzy. Ta afera, spółka Solvere wygląda jak próba wyprowadzania potężnych środków z fundacji narodowej, ze spółek skarbu państwa".

Powiedział też, że udało mu się - na podstawie danych Krajowego Rejestru Sądowego - ustalić nowe okoliczności kampanii PFN. Są one "bardzo zastanawiające i rzucają nowe światło na rolę w sprawie Anny Plakwicz i Piotra Matczuka".

"Oto bowiem 26 lipca, dosłownie dwa dni po zawetowaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę ustaw o Sądzie Najwyższym (i Krajowej Radzie Sądownictwa), doszło do zmiany umowy spółki i pojawia się w całej sprawie nowe nazwisko - kolejnej osoby związanej z KPRM, pana Bartłomieja Krakiewicza, któremu Nadzwyczajne Zgromadzenie Wspólników +Solvere+ udzieliło pełnomocnictw do reprezentowania dwójki dyrektorów (Matczuka i Plakwicz - PAP)" - mówił Krzysztof Brejza, prezentując na potwierdzenie swych słów kopię aktu notarialnego w tej sprawie.

Poseł dodał, że z posiadanych przez niego informacji wynika, że "Krakiewicz był w przeszłości zatrudniony w klubie parlamentarnym PiS i przy kampaniach wyborczych tej partii. Niestety trudno jest nam ustalić, czy akurat tego dnia był jeszcze pracownikiem KPRM, ponieważ te informacje ze stron KPRM poznikały".

Z pewnością jednak - jak podkreślił Krzysztof Brejza - "przed 26 lipca Bartłomiej Krakiewicz pełnił funkcję doradcy jednego z ministrów w KPRM. Ale tak, jak mówię - informacje na temat gabinetu politycznego pani premier, również pani minister Kempy, zostały utajnione, poznikały tak, jakby ktoś coś chciał ukryć. Dlaczego? Możemy się domyślać".

Wskazał przy tym, że udzielenie przez Matczuka i Plakwicz pełnomocnictw Krakiewiczowi świadczy o tym, że dwoje założycieli "Solvere" "wypełniało funkcję figurantów, słupów w jakimś przedsięwzięciu. Dwa dni po wetach prezydenta pojawia się trzecia osoba z KPRM, pan Krakiewicz. Nie wiemy kto za nim stoi - wszystkie ścieżki prowadzą do ulicy Nowogrodzkiej. Tam dziennikarze zarejestrowali we wrześniu przybycie dwójki dyrektorów do siedziby partii Jarosława Kaczyńskiego".

Krzysztof Brejza przypomniał też wcześniejsze ustalenia medialne, że spółka "Solvere" została zarejestrowana pod tym samym adresem co - jak to określił - "zaufana kancelaria prawna PiS", czyli "Gotkowicz Kosmus Kuczyński i Partnerzy Adwokaci". "24 sierpnia - tego samego dnia, kiedy media ujawniają ten fakt, wychodzi pismo do Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ, właśnie z tej kancelarii, z prośbą o jak najszybsze rozpoznanie wniosku związanego z przeniesieniem siedziby +Solvere+ z Gdańska na ulicę Nowy Świat w Warszawie" - powiedział poseł.

Jak zaznaczył, "coraz więcej faktów świadczy o tym, że mózgiem całej operacji mógł być Jarosław Kaczyński. Dziwi do tej pory milczenie konsekwentne Beaty Szydło, dziwi tez milczenie prokuratury i CBA".

Marcin Kierwiński nawiązał z kolei do porannej rozmowy szefowej kancelarii premiera Beaty Szydło w Radiu Zet. Minister podkreślała tam, że jako urzędnik, również szef KPRM, musi "przestrzegać najwyższych standardów". Poseł pytał m.in. "czy jest nimi fakt, iż pracownicy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów dorabiają sobie w spółkach podczas pracy w KPRM, a potem dostają wielomilionowe kontrakty".

"Czy najwyższym standardem urzędniczym jest to, że minister konstytucyjny w rządzie RP kieruje pismo do CBA, ale jednocześnie twierdzi, że zna, czy też sugeruje, że zna wynik postępowania CBA? Przecież pani minister (Kempa) skierowała pismo do CBA, ale jednocześnie mówi, że ta kampania jest fantastyczna, świetna, że była bardzo potrzebna?" - podkreślał poseł Kierwiński.

Pytał również, czy "najwyższym standardem polskiego życia publicznego jest to, że kampania jednej partii politycznej sponsorowana jest za pieniądze publiczne. Czy najwyższym standardem jest to, że gdy płacimy za benzynę drożej, to wiemy, że płacimy na billboardy pani premier Szydło? Czy to wszystko są najwyższe standardy urzędnicze?" - dodał. Jak zaznaczył, są to "standardy PiS-owskie. Daleko im do najwyższych".

wł/pap


bg Image