c_710_0_16777215_00_images_kppo3_aktualnosci_2017_maj_2017_9.5.2017_Kierwinski_Witczak_Tomczyk_big.png

"Za dwa miliardy złotych - to jest chyba rekordowy zakup z wolnej ręki w historii Polski - zostały zakupione samoloty dla VIP-ów. Istnieje pewna korelacja pomiędzy +wykończeniem+ Caracali, a taką pośpieszną decyzją, związaną z zakupem samolotów dla VIP-ów" - zwrócił uwagę poseł Mariusz Witczak, na konferencji prasowej w Sejmie.

Przypomniał, że MON kupił samoloty dla VIP-ów od firmy Boeing. "Te rzeczy wymagają bardzo precyzyjnego przeanalizowania" - podkreślił poseł. Doprecyzował, że posłów Platformy Obywatelskiej interesuje m.in. wykaz osób, które brały udział w podejmowaniu decyzji o zakupie samolotów dla VIP-ów.

Poseł Marcin Kierwiński z sejmowej Komisji Obrony Narodowej przypomniał, że były szef podkomisji smoleńskiej Wacław Berczyński był pracownikiem Boeinga, był "uzależniony finansowo od Boeinga, bo pobierał pożyczki od Boeinga". "Ten człowiek - to jest nasze pytanie - mógł mieć wpływ na wybór w procedurze bez przetargu, z wolnej ręki, tego produktu (samolotu dla VIP-ów). To budzi nasze największe wątpliwości" – zaznaczył.

Jak wyjaśnił, Platforma chce dowiedzieć się, czy nie było tak, że "w ramach tzw. pisemnych zgód ministra obrony narodowej (Antoniego Macierewicza) Berczyński +wykańczał+ nie tylko Caracale, ale może także wykańczał inne przetargi".

Inspektorat Uzbrojenia i Boeing podpisały w Warszawie umowę na dostawę trzech samolotów B737 do przewozu VIP-ów. Wartość podpisanej umowy netto wynosi 523,6 mln dolarów, czyli ok. 2 mld 65 mln zł, a po doliczeniu podatku - ok. 2,5 mld zł. Za te pieniądze MON otrzyma do połowy listopada 2017 r. używany samolot w konfiguracji pasażerskiej (z czasem zostanie przebudowany) oraz do jesieni 2020 r. dwa nowe samoloty w konfiguracji BBJ2 (czyli B737-800 w wersji z salonką).

Pod koniec kwietnia - po wywiadzie Wacława Berczyńskiego w "Dziennika Gazety Prawnej", w którym stwierdził, że to on "wykończył" Caracale - Platforma Obywatelska zapowiedziała zbadanie sprawy śmigłowców, zwłaszcza ewentualnego wpływu dr Wacława Berczyńskiego na rezygnację z kontraktu z Airbusem oraz planów MON w sprawie zakupu nowych śmigłowców.

Po wizycie w siedzibie ministerstwa obrony w celu zapoznania się z dokumentami z postępowania na śmigłowce, politycy Platformy poinformowali, że do akt związanych z postępowaniem mieli dostęp: dr Wacław Berczyński, Kazimierz Nowaczyk i Bartłomiej Misiewicz - osoby, które nie zostały zweryfikowane przez polskie służby specjalne i nie miały certyfikatów bezpieczeństwa. 

Zakomunikowali również o złożeniu wniosku do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, dając prokuraturze 48 godzin, aby z urzędu zajęła się sprawą przekroczenia uprawnień w pełnieniu obowiązków przez ministra Macierewicza, w związku z ujawnieniem tajemnic wojska.

MON zagroziło wnioskiem o ściganie posłów Platformy Obywatelskiej, jeśli zawiadomią oni prokuraturę w sprawie przekroczenia uprawnień przez szefa resortu obrony.

"Mogę zagwarantować, w imieniu całej Platformy, że nie cofniemy się ani o krok w tropieniu afery Antoniego Macierewicza, w której w tle jest 13 miliardów złotych, pan Wacław Berczyński i inne osoby o wątpliwych kompetencjach, wątpliwym doświadczeniu i wątpliwej przeszłości" - powiedział poseł Cezary Tomczyk z sejmowej Komisji Obrony Narodowej w odpowiedzi na groźby MON.

Poseł Marcin Kierwiński podkreślił, że zawsze obowiązkiem posłów - w przypadku uzasadnionych wątpliwości - jest złożenie zawiadomienia do prokuratury.

Posłowie odnieśli się też do wypowiedzi wiceministra obrony Michała Dworczyka, który stwierdził, że Berczyński, Nowaczyk i Misiewicz mieli poświadczenie bezpieczeństwa lub uzyskali dostęp na podstawie zgodnej z ustawą decyzji szefa MON.

Marcin Kierwiński argumentował, że Dworczyk nie "doczytał" ustawy o dostępie do informacji niejawnych. "Nie wiem, czy dlatego, żeby wprowadzić w błąd opinię publiczną, czy może jest to wyraz (jego) niekompetencji" - zaznaczył.

Poseł przytoczył art. 4. ustawy o dostępie do informacji niejawnych, który stanowi, że "informacje niejawne mogą być udostępnione wyłącznie osobie dającej rękojmię zachowania tajemnicy i tylko w zakresie niezbędnym do wykonywania przez nią pracy lub pełnienia służby na zajmowanym stanowisku albo wykonywania czynności zleconych".

"Nie jest tak, że każda osoba, która ma dostęp do informacji niejawnych, może zażądać każdych dokumentów niejawnych" - podkreślił. Jak wyjaśnił, on sam ma wszystkie wymagane certyfikaty, co nie oznacza, że może iść np. do ministerstwa infrastruktury i poprosić o dokumentację na przetarg. "Przepis mówi jasno, że ma to być związane z wykonywaniem czynności służbowych, nie ma powodów, aby Berczyński miał dostęp do dokumentacji przetargowej w sprawie Caracali" - zauważył.

Powiedział też, że Berczyński, Nowaczyk i Misiewicz, nie mieli wymaganych certyfikatów bezpieczeństwa, w momencie, gdy przeglądali dokumentację przetargową. Jak wskazał, te osoby miały jedynie upoważnienie ministra, które mogło zostać wydane z naruszeniem art. 4. ustawy o dostępie do informacji niejawnych.

wł/pap


bg Image