23.2.17_Kierwinski_Mroczek_Witczak_big.png

"Zachowanie pana ministra Kownackiego na tej informacji to był pokaz buty i arogancji, ale przede wszystkim po raz kolejny przekonaliśmy się jak bardzo instrumentalnie wykorzystywana jest katastrofa smoleńska. Po raz kolejny za katastrofą smoleńską pan minister Kownacki i rząd PiS chciał ukryć prawdę i schować niewygodne dla PiS informacje" - powiedział briefingu prasowym w Sejmie poseł Marcin Kierwiński z Komisji Obrony Narodowej. "Nie pierwszy raz katastrofa smoleńską miała być taką zasłoną, mgłą przed niewygodnymi pytaniami" - mówił.

Poseł nawiązał w ten sposób do wypowiedzi wiceszefa MON przedstawiał w czwartek Sejmie, na wniosek klubu Platforma Obywatelska, informację ws. wykorzystywania przez premier oraz prezydenta wojskowych samolotów transportowych CASA do celów prywatnych. "Skończcie ten chocholi taniec wokół transportu najważniejszych osób w państwie.(...)Na całym świecie się to odbywa, a wy jako Platforma Obywatelska macie najmniejsze prawo, żeby o tym mówić, bo to wy macie krew 96 osób na rękach, bo robiliście ten chocholi taniec przez ostatnie kilka lat" - powiedział m.in. Kownacki.

Kan podkreślił Marcin Kierwiński wiceszef MON "przekroczył wszelkie obowiązujące w parlamencie normy". "My oczywiście skierujemy ją do komisji etyki, bo nie może być tak, że polski wiceminister obrony narodowej z mównicy sejmowej wypowiada takie bzdury" - zaznaczył poseł. 

"Rozumiem, że pan minister Kownacki pracuje z ministrem Macierewiczem, to musi zostawiać swoje ślady, ale tego typu wypowiedzi są skandaliczne" - dodał polityk. Kownacki powinien pamiętać, że reprezentuje PiS, który - jak przypomniał Marcin Kierwiński - "zlikwidował szkolenia na tupolewach, zniszczył system badania katastrof lotniczych w Polsce i który zasiadał w Kancelarii Prezydenta, która była odpowiedzialna za przygotowywanie wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego".

"Kłamstwo smoleńskie Antoniego Macierewicza ma być zasłoną dymną, odpowiedzią na wszystkie nurtujące pytania, na to nie pozwolimy" - podkreślał Marcin Kierwiński.

Poseł Mariusz Witczak zwrócił uwagę, że czwartkowa informacja wiceszefa MON nie dostarczyła odpowiedzi na pytania nurtujące Platformę Obywatelską i obywateli. "Rząd ws. wykorzystywania CAS mataczy. Chce ukryć te swoje matactwa we mgle smoleńskiej i w taki sposób przeprowadził dzisiejszą informację. A obywatele mają prawo wiedzieć, ile kosztują przeloty pani premier do domu, ile kosztują przeloty pana prezydenta do domu, ile kosztuje utrzymanie BOR i wszelkich służb w ramach tego typu wyskoków weekendowych do domu, a czasem na jeden dzień" - wymieniał.

Nawiązał też do sprawy wypadku z udziałem samochodu premier Beaty Szydło. "Nie wiemy też i nikt nie jest w stanie uczciwie nam powiedzieć, jaki był czas pracy funkcjonariuszy BOR, w tym kierowcy, który brał udział w kolizji. Minister Błaszczak zdążył już na ten temat nakłamać, bo powiedział, że kierowca podjął pracę o godz. 18. To nieprawda, bo czas pracy funkcjonariuszy BOR liczy się od momentu, gdy pobiera broń i jest na służbie i mamy informację, że czas 12-godzinny został tu przekroczony" - mówił poseł.

Wskazał, że "skandaliczna jest też sytuacja związana z transportem pani premier do szpitala". "Sprowadzono helikopter ratownictwa medycznego, który miał w tym czasie międzylądowanie i mamy informację, że pani premier Szydło była na pokładzie tego helikoptera podczas tankowania. To złamanie w najgłębszym stopniu procedur bezpieczeństwa" - zauważył. Dodał, że jego zdaniem sprawę powinna sprawdzić prokuratura.

"Mamy też informację, że nie było wtedy na pokładzie helikoptera z panią premier funkcjonariusza BOR. To też złamanie procedur" - mówił. "Interesujące jest też zarządzenie szefa BOR nr 19, które w dniu wypadku, 10 lutego, kasuje od 2004 funkcjonujące zarządzenie, które bardzo jasno definiowało: prezydent, jeśli coś się dzieje, jest transportowany do szpitala przy ul. Szaserów, a premier - do szpitala MSW na ul. Wołoską. Wiemy, że pani premier została położona w szpitalu przy ul. Szaserów i mamy głębokie podejrzenie, że złamano procedury, a potem to zarządzenie szefa BOR zostało antydatowane" - relacjonował Mariusz Witczak.

wł/pap


bg Image