12.5.16_Kopacz_big.png

Wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej Ewa Kopacz wezwała szefową rządu Beatę Szydło i ministrów jej gabinetu do debaty. "Jako była premier zwracam się do obecnej premier i proszę o rzetelne warunki, rzetelnej debaty. Moi ministrowie są gotowi, są przygotowani" - powiedziała Ewa Kopacz na konferencji prasowej w Sejmie.

Nawiązując do zaprezentowanego przesz PiS w Sejmie raportu na temat rządów PO-PSL zaznaczyła, że  jeśli politycy PiS odmówią udziału w takich debatach, to znaczy, że "stchórzyli, że nie mają nic do powiedzenia Polakom, że to wszystko jest tylko i wyłącznie gierką".

"Rewolucja antydemokratyczna niestety postępuje, Trybunał Konstytucyjny, następnie media i prokuratura, a lada moment rewolucja w sądownictwie. To jest moment, w którym trzeba mieć w głowie jedną rzecz - że przez najbliższe miesiące, to opozycja będzie głównym tematem i celem ataków rządzących, a nie ich (rządu) program pozytywny" - wskazała wiceprzewodnicząca.

Zadeklarowała, że Platforma chce rzetelnie mówić o tym, co jej się udało zrobić w trakcie 8 lat rządów, ale jednocześnie mówić o tym, co się nie udało. "Opinia publiczna nie może być tylko i wyłącznie informowana przez tych, którzy wykorzystują większość parlamentarną, swoje stanowiska, do tego, żeby ograniczać naszą możliwość komunikowania się (ze społeczeństwem)" - podkreśliła.

"My przez osiem lat naprawdę zmieniliśmy Polskę, jesteśmy z tego dumni, ale nie jesteśmy hipokrytami - wiele rzeczy można było zrobić lepiej" - wyjaśniła.

Pytana, dlaczego audyt nie został przedstawiony przez rząd w formie papierowej, Ewa Kopacz powiedziała: "Mam wrażenie, że coś, co jest na piśmie jest bardzo twardym dokumentem na co, co się mówi. Tam już nie ma wodolejstwa, ale są konkrety, do których można się odnosić".

Ewa Kopacz przypomniała, że klub Platformy miał jedynie 30 minut na odpowiedź na zarzuty PiS w debacie sejmowej. Dlatego - poinformowała - w czwartek wszyscy ministrowie z czasów rządu PO "głęboko analizują" wystąpienia swoich odpowiedników w rządzie PiS.

W ciągu dnia poszczególni ministrowie rządu PO-PSL odnosili się do zarzutów PiS zawartych w przedstawionym wczoraj raporcie.

Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej w latach 2011-2015, zwrócił uwagę, że Antoni Macierewicz "naraża na szwank powagę naszego kraju, przytaczając nieprawdziwe informacje dotyczące obrony narodowej". Dodał, że wystąpienie ministra zawierało "dużo sensacyjek i marnych żartów". "Bardzo niedobrze, że sprawy obrony narodowej są załatwiane w taki właśnie sposób" - mówił. Cezary Mroczek, były wiceminister obrony narodowej, wyjaśnił, że wystąpienie Antoniego Macierewicza pokazuje jego niekompetencje. "To sygnał, że nie możemy się spodziewać dobrych rozstrzygnięć" - dodał.

Do zarzutów, jakie padły z ust ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry wobec poprzedniego kierownictwa resortu, odniósł się Borys Budka. Były minister zauważył, że zamiast rzetelnej oceny funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości był festiwal pustych słów, demagogii, populizmu. Dodał, że może odeprzeć wszystkie zarzuty. "Zbigniew Ziobro nie miał odwagi powiedzieć o tym, co dobrego przez ostatnie lata zdarzyło się w wymiarze sprawiedliwości, jak o bezpłatnej pomocy prawnej, którą objęto ponad połowę Polaków, czy o umożliwieniu bezpłatnego dostępu do Krajowego Rejestru Sądowego" - mówił Borys Budka. "Apeluję, by rozmawiać z Polakami o faktach, nie zasłaniać się demagogią i pustymi sloganami" - kontynuował.

W kwestii wystąpienia  ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka głos zabrali posłowie Paweł Olszewski i Cezary Grabarczyk. "Minister nie zna nawet podstawowych danych, wielokrotnie mijał się z prawdą i formułował zdania w 100 procentach oderwane od rzeczywistości - zaznaczył były wiceminister Paweł Olszewski. Poseł przypomniał, że w ministerstwie powstał "prawdziwy audyt" wykonany przez profesjonalną firmę audytorską, jak np. raport firmy PwC, który dotyczył infrastruktury drogowej. "Jest to rzeczowe opisanie rzeczywistości tak, ja ona wygląda, a nie tak, jak pan minister chciałby, aby wyglądała" - poinformował. "Fakty są takie, że średnia cena budowy jednego kilometra autostrady w Europie to 9,4 mln euro, a w Polsce 9,6 mln euro. To znaczy, że cena budowy jednego kilometra autostrady w Polsce jest zbliżona do średniej europejskiej. Drożej od nas budują Austriacy, Węgrzy, Norwegowie i Holendrzy. I to jest prawda o cenie budowy jednego kilometra drogi w Polsce" - argumentował Cezary Grabarczyk.

wł/pap 


bg Image