25.4.16_edukacja_big2.png

- Samorządy starają się złagodzić skutki zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków, ale i tak w części z nich będą zwolnienia nauczycieli, zabraknie też miejsc w przedszkolach dla dzieci trzyletnich - wynika z piątkowej debaty "Poważnie o edukacji" zorganizowanej w Sejmie przez Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska.

Jednym tematów debaty były skutki znowelizowania w grudniu ub.r. ustawy o systemie oświaty likwidującej od 1 września obowiązek szkolny dla dzieci sześcioletnich i przywracającej obowiązkowe rozpoczynanie nauki w szkole w wieku siedmiu lat.

Posłanka Kinga Gajewska poinformowała, że przed zorganizowaniem debaty poprosiła samorządy z całej Polski o przygotowanie informacji dotyczących sytuacji w swoich gminach i miastach w związku z cofnięciem reformy 6-latków. Zadała im pięć pytań. Odpowiedziało 40 samorządów.

Pierwsze pytanie dotyczyło kosztu wdrożenia zmian związanych z cofnięciem reformy ws. 6-latków. Odpowiedź to od kilkudziesięciu tysięcy zł w mniejszych gminach do kilkunastu milionów w miastach. Związane jest to z niższymi dochodami z subwencji oświatowej w zaplanowanych już budżetach, kosztami utworzenia i wyposażenia nowych oddziałów przedszkolnych (utworzenie dodatkowych, zbudowanie nowych oddziałów lub opłacenie miejsc w przedszkolach niepublicznych) oraz z kosztami odpraw dla zwolnionych nauczycieli.

Jak podała posłanka w Warszawie strata wyniesie nawet 75 mln zł, w Bydgoszczy - 11,5 mln zł, w Rzeszowie - prawie 8 mln zł, w Opolu - prawie 4 mln zł, w Słupsku - 2,5 mln zł. Przykładowo W Warszawie łączne wydatki na dzieci w przedszkolach i oddziałach przedszkolnych w 2016 r. to prawie 650 mln zł. Środki przekazane przez MEN to 85 mln zł, co pokrywa 13 proc. wydatków. Roczny koszt utrzymania dziecka w warszawskim przedszkolu wynosi 11 tys. zł, dotacja przedszkolna z budżetu państwa wynosi 1370 zł.

Drugie pytanie dotyczyło liczby dzieci, które zostaną przyjęte do klas pierwszych w przyszłym roku szkolnym. Klasy pierwsze w roku szkolnym 2016/17 będą się składały z dzieci 6-letnich posłanych przez rodziców wcześniej do szkoły, dzieci 7-letnich, którym odroczono spełnienie obowiązku szkolnego rok wcześniej oraz dzieci 7-letnich powtarzających klasę na wniosek rodziców.

Z odpowiedzi wynika, że w miastach rodzice chętniej poślą 6-latki do szkoły podstawowej, niż w mniejszych miejscowościach, choć nie jest to regułą. W Toruniu do I klas ma pójść w tym roku 43 proc. 6-latków, w Sopocie – 40 proc., w Warszawie – 36 proc., w Elblągu - 25 proc., w Aleksandrowie Łódzkim - 22 proc., w Kołobrzegu – 21 proc., w Józefowie – 10 proc., w Legionowie - 8 proc.

Kolejne pytanie dotyczyło liczby dzieci, które pozostaną – na wniosek rodziców – w pierwszej klasie. Okazało się, że w Sopocie nie będzie ani jednego takiego dziecka, w Bydgoszczy takich uczniów będzie 136, w Toruniu - 127 dzieci, które będą "powtarzać" pierwszą klasę. W Warszawie to prawie 5 proc. dzieci.

Czwarte pytanie dotyczyło reedukacji etatów nauczycielskich w szkołach podstawowych. Z odpowiedzi samorządów wynika, że w wielu miejscowościach będzie konieczna likwidacja etatów nauczycielskich w szkołach podstawowych. "Nie wszędzie znajdzie się miejsce dla nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej w przedszkolach. Sytuacja dotyczy całego 6-letniego cyklu związanego z pustym rocznikiem; Bydgoszcz - redukcja etatów nauczycielskich o 90, czy Tychy - 37" - zaznaczyła.

Piąte pytanie dotyczyło liczby miejsc w przedszkolach dla dzieci trzy- i czteroletnich. "W większości polskich miejscowości zabraknie miejsc dla dużej liczby dzieci 3-letnich oraz dla części dzieci 4-letnich. W Słupsku zabraknie miejsc w przedszkolach dla 360 dzieci trzyletnich, w Myszkowie - 300, w Toruniu - 270, w Bydgoszczy - 240, w Opolu - 167, w Elblągu - 143, w Pile - 140, w Kołobrzegu – 99. Nie wszędzie można i uda się utworzyć oddziały dodatkowe. Nie wszędzie wystarczy miejsca nawet w przedszkolach prywatnych" - podała Kinga Gajewska.

Sytuację w swoich gminach przedstawiło kilkoro reprezentantów samorządów z województwa śląskiego. "Po zamknięciu pierwszej rekrutacji w przedszkolach brakuje nam ponad 460 miejsc. Podjedliśmy pierwsze kroki służące poprawie tej sytuacji, otworzymy parę oddziałów w przedszkolach, oddziały przedszkolne w szkołach, ale to i tak nie złagodzi sytuacji" - powiedziała Wiceprezydent Tych Daria Szczepańska. Naczelnik Wydziału Edukacji i Polityki Społecznej w Czeladzi Ochęduszko-Ludwik, podkreśliła, że u niej w gminie poradzono sobie ze skutkami cofnięcia reformy sześciolatkowej tylko dlatego, że jest to mała gmina. "Czeladź to mała gmina: siedem przedszkoli, cztery podstawówki, trzy gimnazja" - poinformowała. "Poradziliśmy sobie nie dzięki zmianom ustawowym, ale na przekór nim. To jest specyfika małych gmin, poradziliśmy sobie dzięki sterowaniu ręcznemu, to była indywidualne i zbiorowe rozmowy z rodzicami, nauczycielami, dyrektorami. To się sprawdza w małych gminach, ale nie w dużych" - oceniła.

Podsumowując debatę posłanka Krystyna Szumilas powiedziała, że "gdyby nie samorządy to 1 września byłaby tragedia w polskich szkołach i przedszkolach".

"Samorządy zrobiły bardzo wiele by ta zmiana została łagodnie przeprowadzona, ale i tak będą kłopoty z miejscami w przedszkolach dla trzylatków, i tak będą zwolnienia nauczycieli, będą problemy z tworzeniem klas pierwszych w szkołach. To, co mną najbardziej wstrząsnęło, to to, że jeśli rodzice zdecydują o tym by ich dziecko poszło do szkoły, a w jego szkole najbliższej nie ma pierwszej klasy, będzie ono skazane na dowożenie do innej szkoły przez całych 12 lat nauki" - podkreśliła.

wł/pap


bg Image