c_710_0_16777215_00_images_kppo3_aktualnosci_2016_18.01.2016_Halicki_Kierwiski_Grabiec_big.png

Ewentualny podział Mazowsza byłby akcją stricte polityczną, która mogłaby skutkować utratą środków z UE - przestrzegali w poniedziałek politycy PO. Wiceprzewodniczący klubu PO Andrzej Halicki zaapelował do mieszkańców i samorządowców Mazowsza, by bronili jedności swego regionu.

Jeszcze w tym tygodniu Platforma ma zamiar powołać Parlamentarny Zespół dla Jednego Mazowsza, a do końca stycznia miałby powstać raport zespołu wskazujący następstwa podziału Mazowsza na dwa województwa: mazowieckiego i warszawskiego.

Posłowie: Andrzej Halicki, Jan Grabiec i Marcin Kierwiński skrytykowali w poniedziałek plany PiS. "Obawiamy się tego scenariusza, bo to jest scenariusz zły (...) Obawiamy się, że PiS po raz kolejny obchodzić chce wyniki wyborów samorządowych, pewien porządek ustalony w Polsce za pomocą sztucznych zabiegów, niekorzystnych dla całego województwa mazowieckiego" - ocenił Marcin Kierwiński.

Plany podziału Mazowsza to akcja stricte polityczna. To akcja, która ma na celu doprowadzenie do tego, żeby tylnymi drzwiami doprowadzić do nowych wyborów i zmienić demokratyczny wynik wyborczy, decyzję mieszkańców Mazowsza, która zapadła przecież nie tak dawno.

Zmiany administracyjne na Mazowszu wywołałyby skrajny bałagan, jeśli chodzi środki UE. Przypomniał, że każde z województw dysponuje regionalnym programem operacyjnym, a w jego ramach - przyznanymi znacznymi środkami z funduszy unijnych.

"Wprowadzenie podziału województwa wiąże się z tym, że na wiele lat te pieniądze mogłyby być dla Mazowsza zablokowane, a może i bezpowrotnie stracone. Szacuje się, że podpisywanie ewentualnie nowych kontraktów wojewódzkich, uzgodnienia z Komisją Europejską, podział tych pieniędzy między dwa nowe województwa, niezależnie jak one będą wyglądały, to może być trzy, a może nawet więcej lat" - wskazywał Marcin Kierwiński.

Jan Grabiec dowodził z kolei, że wyodrębnienie Warszawy z Mazowsza niekorzystnie odbiłoby się także na bieżącym funkcjonowaniu tego regionu. Jak mówił, ponad 80 proc. dochodów budżetowych województwa pochodzi z jego obecnej stolicy. Jeśli odetniemy Warszawę od reszty województwa, pozostawimy organizm, którego dochody będą wynosiły od 12 proc. w przypadku CIT - najważniejszego dochodu budżetowego województwa, do ok. 20-25 proc. dzisiejszego województwa.

Podział Mazowsza na dwa województwa to nowe wydatki na administrację. "My szacujemy, że to oznacza ponad tysiąc etatów dla urzędników, co najmniej 400 etatów kierowniczych - to wynika ze struktury jednostek instytucji wojewódzkich, zarówno podległych wojewodzie, jak i marszałkowi. To jest niepotrzebne mnożenie etatów" - przestrzegał Jan Grabiec. Koszt zmian związanych z podziałem Mazowsza to ok. 200 milionów złotych rocznie.

Jan Grabiec wskazywał też na problemy komunikacyjne wewnątrz Mazowsza, które utrudniałyby mieszkańcom nowego województwa dotarcie do jego urzędów. Dzisiaj z Ostrołęki do Radomia środkami publicznymi, nie da się dojechać w jeden dzień i wrócić. Jeśli chodzi o podróż samochodem, jedzie się mniej więcej tyle, ile z Warszawy do Poznania.

Andrzej Halicki zwrócił się z apelem do mieszkańców Mazowsza, by nie byli obojętni wobec proponowanego podziału, a do samorządowców, by obronili "jedno rozwijające się, ale wspólne Mazowsze". "To jest w naszym i waszym, mówiąc tu w tej chwili do partnerów samorządowych, interesie. Tylko wtedy będziemy mogli realizować inwestycje, zadania dla samorządu, takie jak oświata, służba zdrowia, ale przede wszystkim komunikacja" - podkreślił wiceprzewodniczący klubu PO.

wł/pap


bg Image