c_710_0_16777215_00_images_kppo3_10.12.2015_Leszczyna_Lenz_big.png

Toczące się w Sejmie prace nad prezydenckim projektem obniżenia wieku emerytalnego oraz rządowa propozycja nowelizacji tegorocznego budżetu to "demolowanie finansów publicznych" - podkreślili na konferencji prasowej posłowie: Izabela Leszczyna z sejmowej Komisji Finansów Publicznych oraz Wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska Tomasz Lenz.

Była wiceminister finansów Izabela Leszczyna zaznaczyła, że PiS ostatnimi swymi działaniami "destabilizuje nie tylko demokrację, ale także finanse publiczne". Wczoraj wprowadził trzy ustawy pod obrady Sejmu. Wszystkie trzy demolują finanse publiczne. Najważniejsza z nich to propozycja prezydenta Andrzeja Dudy, która zmierza do przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego - 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Dwie kolejne - mówiła - to projekt PiS, który "demoluje regułę wydatkową" oraz "zupełnie niepotrzebna" nowelizacja tegorocznej ustawy budżetowej.

W kwestii emerytur i rent PiS w kampanii wyborczej "obiecywał każdemu złote góry" - mówiła. "Nie wspomniał niestety o tym, że polski system emerytalny jest tak skonstruowany, że wysokość świadczenia emerytalnego zależy od tego, jak dużo kapitału zgromadziliśmy i uwaga - tu jest clue - na ile miesięcy, które pozostały nam po przejściu na emeryturę, według GUS-owskich tablic średniego dalszego trwania życia, musimy ten kapitał podzielić" - przypomniała. Zwróciła uwagę, że nie da się przywrócić poprzedniego wieku emerytalnego "bez drastycznego obniżenia emerytur". "Trzeba by zmienić zupełnie system emerytalny, a o tym nic w projekcie prezydenckim nie słyszymy". Każdy rok pracy dłużej to 10 proc. wyższa emerytura.

"Gdyby weszła w życie ustawa prezydencka, to znaczy, że kobieta będzie mogła pracować 20 lat, bo taki jest staż konieczny w ustawie prezydenckiej i w ciągu 20 lat będzie musiała odłożyć sobie kapitał na np. 25 lat na emeryturze. To jest po prostu niemożliwe. Eksperci mówią, że trzeba trzy razy dłużej pracować i trzy razy krócej korzystać z tego kapitału. Jeśli proponowane przez prezydenta Dudę rozwiązania zaczną obowiązywać, emerytury kobiet będą głodowe, a mężczyzn - znacząco niższe. Każda obietnica ma swój koszt, natomiast PiS oszukał Polaków w czasie kampanii, bo nie powiedział o tym, że owszem przechodzimy na nie wcześniej, ale mamy je zdecydowanie niższe.

"Wolelibyśmy, aby prezydent Andrzej Duda, prezes Jarosław Kaczyński i cały PiS nie demolowały systemu emerytalnego, który przez PO i PSL dawał gwarancję przyzwoitych emerytur dla wszystkich Polaków w przyszłości" - dodał wiceprzewodniczący klubu Tomasz Lenz. Andrzej Duda i politycy PiS powinni wyjaśnić Polakom, z czym wiąże się obniżka emerytur. "Chcemy, żeby Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński powiedzieli Polakom: proszę bardzo, spełniamy obietnice wyborcze, wracamy do poprzedniego systemu emerytalnego, ale to, co otrzymacie, nie starczy wam na normalne godne życie" - powiedział Tomasz Lenz. Przestrzegał przy tym, że osoby takie trafią później w system pomocy społecznej.

Politycy odnieśli się też do postulowanej przez rząd Beaty Szydło nowelizacji tegorocznego budżetu. Jak zauważyli, jest ona niepotrzebna. "Taką decyzję podejmuje się tylko wtedy, kiedy mamy do czynienia ze spowolnieniem gospodarczym. Dzisiaj mamy całkiem niezłą sytuację gospodarczą, mamy dobrą dynamikę PKB i mamy najniższe w historii Polski bezrobocie." Obecny minister finansów Paweł Szałamacha to również pierwszy w historii szef tego resortu, który mając możliwość zapewnienia środków budżetowych na zmniejszeniu deficytu, wprowadza nowelizację i deficyt powiększa.

wł/pap


bg Image