4.12.15_Kluzik-Rostkowska_big.png

Propozycja PiS zmian w obowiązku szkolnym to dewastacja dobrze istniejącego systemu oraz podcinanie skrzydeł dzieciom - mówiła na konferencji prasowej w Sejmie była minister edukacji, Joanna Kluzik-Rostkowska.

"PiS przedstawił dziś projekt zmian w ustawie oświatowej, który ma być sentymentalnym powrotem do przeszłości, czyli sytuacji, kiedy obowiązek szkolny będą miały dzieci siedmioletnie, a sześcioletnie tylko wtedy, kiedy rodzice będą tego chcieli. W dodatku dla pewnej grupy dzieci będzie to wymagało potwierdzenia opinią poradni psychologiczno-pedagogicznej" - podkreśliła Joanna Kluzik-Rostkowska.

"Tak dziwnie się składa, że w ponad 130 krajach świata dzieci rozpoczynają naukę w wieku lat sześciu, a nawet wcześniej. Pani premier Beata Szydło mówiła, że najważniejszym słowem w ciągu najbliższych lat będzie słowo: +rozwój+. Tymczasem te propozycje są daleko idącym krokiem wstecz" - oceniła. "Nie rozumiem dlaczego PiS pokłada tak niewielką wiarę w umiejętności polskich sześciolatków. Jak to jest możliwe, że w większości krajów świata dzieci są gotowe by rozpoczynać naukę w wieku lat sześciu, lub wcześniej, natomiast polskie dzieci - zdaniem PiS - to są jakieś dziwne dzieci, które powinny zaczynać naukę rok później" - powiedziała Joanna Kluzik-Rostkowska.

Pani poseł wyliczała też skutki zapowiedzianych zmian. "1 września 2016 r. do szkoły będzie gotowych 91 tys. dzieci siedmioletnich, to są te dzieci, którym odroczono obowiązek szkolny w 2015 r. Tych dzieci powinno być znacznie więcej, około 400 tys. To oznacza sytuację, w której nauczyciel wczesnoszkolny przyjdzie objąć pierwszą klasę, a tej klasy nie będzie. Dla około 20 tys. nauczycieli wczesnoszkolnych, którzy powinni pracować z tą klasą oznacza to trzy lata bez pracy" - zauważyła.

"Mam poczucie, że PiS bardzo rozpaczliwie poszukuje sposobu, żeby te klasy w 2016 roku nie były puste i bardzo liczy na taki instrument, który na prawdę wydaje się kuriozalny, to znaczy na sytuację, w której rodzice sami zdecydują, że ich dziecko zostanie na drugi rok w tej samej klasie" - mówiła. Dodała, że to propozycja dla większości dzieci krzywdząca. "Bo albo mamy dzieci, które sobie bardzo dobrze radzą w pierwszej klasie i nie ma potrzeby, żeby one były w pierwszej klasie po raz drugi, a jeżeli są dzieci, które mają jakiś kłopot, to tym dzieciom trzeba pomóc. Na pewno nie będzie najefektywniejszą pomocą, w której będą musiały jeszcze raz dokładnie robić to samo od litery A do Z, tylko w innej grupie dzieci i z inną panią" - zaznaczyła była minister edukacji.

Także dzieci, które mają teraz pięć lat i są w obowiązkowej edukacji przedszkolnej będą musiały pozostać w niej jeszcze jeden rok. "Znowu całą grupę dzieci skazuje sie na to, żeby drugi rok robiły to samo. Jak się to też ma do słowa +rozwój+, bo bardzo trudno się domyśleć?" - pytała. Zwróciła też uwagę, że sytuacja prawie pustego rocznika będzie się ciągnęła przez kolejne lata przez wszystkie etapy edukacji do matury.

wł/pap


bg Image