c_710_0_16777215_00_images_kppo3_aktualnosci_2014_07_jsw.png

- Sankcje unijne wobec Rosji będą ją kosztowały blisko 100 mld euro w ciągu dwóch lat, to może doprowadzić ją do recesji - powiedział Poseł do Parlamentu Europejskiego Jacek Saryusz-Wolski. Jak podkreślił przy tak dotkliwych sankcjach trudno będzie Rosji wpierać separatystów.

We wtorek kraje UE uzgodniły sankcje sektorowe wobec Rosji w związku z kryzysem na Ukrainie. Uzgodnienia te muszą zostać jeszcze formalnie zatwierdzone przez rządy. Szczegółów na razie nie podano, ale propozycje przewidywały, że sankcje obejmą m.in. ograniczenie eksportu zaawansowanych technologii i sprzętu potrzebnego do eksploatacji złóż ropy naftowej.

"To są te sankcje, o które od dawna apelowano" - ocenił Jacek Saryusz-Wolski.

Europoseł zaznaczył, że będą one dotyczyć rosyjskich banków, technologii wojskowych, wydobycia ropy naftowej i technologii z nią związanych. Nie będą one dotyczyć - jak zastrzegł - rosyjskiego gazu. Z kolei embargo na broń dotyczyć będzie tylko nowo zawieranych kontraktów.

Tego rodzaju sankcje będą kosztowały Rosję: w 2014 r. - 23 mld euro, a w 2015 - 75 mld euro - wyjaśnił. Polityk zauważył, że sankcje mają działanie obosieczne i UE musi się liczyć ze stratami rzędu ponad 40 mld euro w 2014 r. i 50 mld w roku 2015.

Jednak - jak podkreśla europoseł - te kwoty oznaczają zupełnie inne obciążenie dla obu stron. "Koszty sankcji wyniosą 0,3 unijnego PKB w 2014 r. i 0,4 proc. w roku 2015. Jeśli chodzi o Rosję, ten procent wynosi 1,5 proc. PKB w 2014 i aż 4,8 proc. w 2015 r. To oznacza stratę dla Unii, ale i zepchnięcie w recesję dla Rosji, której gospodarka jest w kryzysie" - tłumaczył.

Jak zauważył Jacek Saryusz-Wolski, przy takich kosztach dla Rosji, ten kraj może w ciągu dwóch lat stopić swoje rezerwy. To oznaczałoby, że Rosji w pewnym momencie może zabraknąć środków na wypłacanie świadczeń dla armii, policji, urzędników i emerytów. "Nie wiem, jak państwo może w takich warunkach wspierać działania wojenne" - zauważył.

Eurodeputowany powiedział, że wejścia sankcji w życie można oczekiwać w czwartek. "Procedura wygląda tak, że potocznie mówiąc ambasadorowie, czyli upoważnieni przez rząd urzędnicy, wyposażeni w odpowiednie instrukcje, zatwierdzili decyzję w Brukseli. Potem oficjalnie, po przesłaniu uzgodnień drogą dyplomatyczną, podpisuje je minister spraw zagranicznych każdego kraju UE. Następnie są one publikowane w dzienniku UE, a po upływie 24 godzin obowiązują, wchodzą w życie" - mówił Jacek Saryusz-Wolski.

wł/pap


bg Image